Przyszli rano. - Oszczędziliśmy 20 miliardów - rzucili na progu, nie okazując żadnych emocji. Zawodowcy. Podeszli do telewizora i zapakowali do torby. - Nowy telewizor? - zdziwili się. - W tych czasach? Podarli również wniosek kredytowy na auto, a kiedy znaleźli w końcu tajny zeszycik żony („Najpilniejsze wydatki na ten rok”), skreślili dwie pozycje: wakacje nad morzem i kurs włoskiego. Potem wskazali palcem: - Jeszcze sześć tysięcy gotówką. - Nie mam tyle - jęknąłem. - To pożycz - byli bezwzględni.
Pożyczyłem. Poszli sobie. Żona położyła mi rękę na ramieniu: - Nie zamartwiaj się, kochany, damy sobie jakoś radę.
My na pewno, pomyślałem. Jesteśmy z pokolenia Transformacji, nie takie rzeczy przeszliśmy. Ale jak sobie młodzi poradzą, to zupełnie nie wiem.