Jak dobrze pójdzie, z list PO dostaną się do europarlamentu Huebner, Lewandowski, Saryusz-Wolski... ludzie, którzy już nabrali europejskich kompetencji i pracowali w Brukseli na rzecz Polski. Bez wględu na dzielące ich różnice poglądów, bez względu na polityczne genealogie. Dobrze, że się tam znajdą, tak jak nigdy nie powinni się tam znaleźć Maciej Giertych czy Marek Jurek, nie mówiąc już o Arturze Górskim czy Arturze Zawiszy.

Do europarlamentu, do instytucji unijnych, Polska musi wysyłać ludzi, którym zależy na budowaniu Unii Europejskiej, a nie na jej rozwalaniu. Na budowaniu jak najszybszym, z jak największym i jak najbardziej lojalnym udziałem Polski. Bo silna Unia i Polska jak najbliżej jej centrum, potrafiąca budować z innymi krajami koalicje w sprawach dla nas podstawowych: bezpieczeństwa, polityki wschodniej, europejskiej polityki energetycznej, strefy euro, ekonomicznej i instytucjonalnej spójności... - to dzisiaj polska racja stanu. I nie wolno jej niszczyć pod żadnym ideologicznym sztandarem - obojętnie, politycznego katolicyzmu czy alterglobalistycznej kontestacji. Eurosceptycy, zarówno ci szlachetnego serca, jak też świadomi członkowie rozmaitych amerykańskich czy rosyjskich orkiestr, niech zostaną w swoim powiecie.

Gdyby nasi eurosceptycy mieli dla nas cokolwiek w zamian, gdyby mogli powiedzieć: rozwalcie tę Unię, tak jak rozwala ją Klaus, ale my w zamian możemy przynieść Polsce amerykańskie bazy, rakiety, lotniskowce, Plan Marshalla, a w dodatku zgodę na nasze wstąpienie do NAFTY, to jeszcze bym się zastanowił nad ich politycznym rozsądkiem. Ale oni takiej kontroferty dla nas nie mają. Dlatego ich nawalanie w Unię, pod każdym możliwym pretekstem, jest politycznym błędem, którego nie równoważą żadna ich szlachetność, żadne wyznawane przez nich "silne wartości".