Nic dziwnego, każdy chce uchodzić za szlachetniejszego niż jest w istocie.

Ale przecież niektórzy są szlachetni, bezinteresowni, po prostu z lepszego kruszcu ulepieni. Taka Danuta Huebner od lat na stanowiskach różnych pracuje w pocie czoła dla dobra Polski. I brzydliwa nie jest, bierze od każdego, kto daje. Ale niby dlaczego miałaby nie brać, w końcu nie dla siebie, a dla Ojczyzny to robi. To dla nas, nie dla korzyści własnej, od Marka Pola wzięła posadę wiceministra, od Aleksandra Kwaśniewskiego - szefowej jego kancelarii, a od Leszka Millera - ministra i europejskiego komisarza. Teraz od Donalda Tuska przyjmuje miejsce na liście do Parlamentu Europejskiego. I tak jak dotychczas aktywnie, choć nieformalnie, wspierała w Brukseli frakcję socjalistyczną, tak teraz zostanie szczerą chadeczką i konserwatystką.

Oczywiście mali ludzie z SLD oskarżają teraz panią komisarz o interesowność, a premiera Tuska i liderów Platformy Obywatelskiej o chłodną kalkulację, w której nie poglądy pani Huebner (ma jakieś?) się liczą, a polityczny interes. Ten jest jasny - zyskuje mandat, a może i jakąś parlamentarną posadę. Z kolei partia Tuska pochwalić się będzie mogła znanym nazwiskiem i zdobędzie wabik dla wyborców lewicy. Nie traćcie głosów na słabującą lewicę, macie ją u nas - powie PO. A jeśli przy okazji pozyska byłego wiceszefa PiS Pawła Zalewskiego, to trudno będzie zarzucić partii skręt w lewo.

Oskarżenia politycznej konkurencji o cynizm są jednak tyleż uzasadnione, co śmieszne. Ot, nie pamięta wół jak cielęciem był. SLD zapomniało, jak to kanclerz Miller kaptował posłankę Unii Wolności Katarzynę Piekarską, przekonując ją posadą wiceministra. Bądźmy szczerzy, kiedy Lech Kaczyński brał na swego doradcę, a potem PiS na swoje listy wyborcze Nelli Rokitę, to również nie jej powalające kompetencje ani bliskość poglądów o tym zdecydowały. Tym bardziej, że pani Rokita ogłaszała wówczas, że najbliżej jej, zupełnie jak Władysławowi Bartoszewskiemu, do PSL.

W zamierzchłych czasach początku lat 90. powszechnie przestrzegano przed fundamentalistami i oszołomami w polityce. Zaślepieni własnymi poglądami mieli być niezdolni do zawierania kompromisów i uprawiania nowoczesnej polityki. Na naszych oczach prognoza ta się sprawdza. Nie przewidziano tylko, że będzie to fundamentalizm księgowych. Byle kasa się zgadzała.