W rozmowie z PAP Klich powiedział, że podczas prezentacji raportu zabrakło mu informacji o tym, co zrobiono po katastrofie samolotu CASA w 2008 r. "To są zbieżne, bliźniacze katastrofy i teraz nie ma odpowiedzi, dlaczego nie wykonano skutecznie zaleceń" - podkreślił.

W opinii Klicha, jeśli największym błędem raportu MAK był brak oceny działań rosyjskich kontrolerów, to polski raport komisji pod przewodnictwem Jerzego Millera zbytnio koncentruje się na załodze i jej wyszkoleniu. Jak mówi, podczas prezentacji raportu nikt jednak nie podał przyczyn katastrofy, które według niego tkwią w systemie.

"Załoga nie żyje, obciąża się ją bardzo mocno, obciąża się ludzi z pułku (36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego - PAP), ale przecież za symulatory nie odpowiada pułk, ktoś inny kiedyś zdecydował, by nie latać na symulatorach" - powiedział b. polski akredytowany przy MAK.

Mówiąc o koniecznych zmianach, Klich zwrócił uwagę, że Inspektorat MON ds. Bezpieczeństwa Lotów spełnia zarówno funkcję kontrolną, jak i badawczą. W opinii Klicha powinien spełniać jedynie funkcję badawczą, a kontrolną - jakaś inna instytucja. "Tutaj, nawet w tej sytuacji, jest trochę sędzią we własnej sprawie (...) Teraz, jeśli jest wypadek, to jak gdyby swoją działalność oceniają" - uważa płk Klich.

Do błędów wynikających ze złej organizacji całego systemu Klich zaliczył m.in. brak wyznaczenia przygotowanego przez służby lotniska zapasowego i zły obieg informacji na temat warunków pogodowych w dniu wypadku. "Przez to załoga startowała, gdy już na lotnisku w Smoleńsku warunki atmosferyczne były wielokrotnie poniżej minimum. Gdyby obieg informacji był właściwy, start nie powinien nastąpić" - podkreślił.

Inną przyczyną tragedii - według Klicha - był brak tzw. lidera, czyli rosyjskiego nawigatora na pokładzie Tu-154M. "Gdyby lider był, na pewno nie dopuściłby do tak rażących błędów (...) na pewno reagowałby na niedociągnięcia związane z działaniem załogi" - powiedział Klich PAP.


W jego ocenie, na konferencji zabrakło też informacji, że sama decyzja o próbnym podejściu do lądowania była całkowicie nieuzasadniona z punktu widzenia ryzyka. "Przecież ani Rosjanie nie powinni zezwolić na podejście, tylko zamknąć lotnisko - a taka procedura jest - i tak samo załoga nie powinna podejmować takiego ryzyka. Takie próbne podejście wykonuje się wtedy, kiedy warunki są zbliżone do minimum" - podkreślił.

Klich ocenił, że komisja Millera miała wystarczający materiał, by przedstawić obiektywny raport, choć być może okaże się on niewystarczający dla prowadzących śledztwo prokuratorów. "Mamy rozmowy na wieży, tam można wszystko wyczytać. Mamy zeznania kontrolerów, bardzo dużo informacji. Mamy też wiele dokumentów od strony rosyjskiej. Nie wszystko, żądaliśmy więcej, ale nie udało się nam tego uzyskać" - przypomniał.

Pytany, czy jego zdaniem uda się wreszcie zmienić organizację i nadzór nad lotnictwem wojskowym, Klich wyraził nadzieję, że wreszcie tak się stanie. "Trzeba podjąć zdecydowane działania, w tym także chyba personalne, bo jeśli ludzie uważali, że jest wszystko w porządku, to trzeba takich, którzy jednak ten system naprawią" - zaznaczył.