Sporo nowego światła na to ekscytujące z punktu widzenia przyszłości Europy pytanie rzuca świetny tekst w weekendowym „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”.

58-letnia Merkel to dla Niemców nadal frapująca zagadka. Jej droga na szczyty niemieckiej polityki jest nietypowa, „ciociowaty” image zupełnie odmienny od kanonów przyjętych w zachodnich demokracjach, a poglądy na kluczowe tematy wyjątkowo giętkie i rozchwiane. Również w sprawie Europy wszystko u Merkel jest inne, niż się na pierwszy rzut oka może wydawać. Zawsze powtarza, że utrzymanie jedności UE ma dla niej znaczenie kluczowe. I według tekstu w „FAS” trzeba jej wierzyć. Dla wychowanej po naszej stronie żelaznej kurtyny niemieckiej kanclerz Unia Europejska jest czymś więcej niż dla sytego zachodniaka. To przecież antyteza Związku Radzieckiego, twór ponadnarodowy, który umożliwia to wszystko, co w bloku wschodnim było tylko marzeniem: podróże bez paszportu i wolność od dyktatury. Jednocześnie jednak Merkel jest zbyt rzeczowa, by jak jej niegdysiejszy mentor Helmut Kohl uważać, że polityka europejska zawsze powinna mieć prymat przed ekonomią. Jej obsesją jest utrzymanie konkurencyjności całej Europy na tle reszty świata – czytamy w „FAS”.

W drodze do tego celu Merkel bywa pragmatyczna do bólu. Choć świetnie dogaduje się z Jose Manuelem Barroso (szef KE nauczył się już podobno ze względu na nią niemieckiego), to jednak w unijne instytucje wierzy tylko do pewnego stopnia. Najchętniej załatwia wszystko na szczeblu międzyrządowym, bo tam można to zrobić najszybciej i najskuteczniej. Pamiętają państwo, jak Niemcy w 2007 roku chciały przeforsować traktat lizboński (który jeszcze wtedy nazywał się eurokonstytucją), ale na jej drodze stał między innymi sceptycyzm ówczesnych polskich władz z braćmi Kaczyńskimi na czele? Co zrobiła wtedy Merkel? Nie próbowała naciskać przez unijne instytucje, tylko dwa razy spotkała się w cztery oczy z prezydentem RP. Wystarczyło, by Polska podpisała dokument, na którym Merkel zależało.

Ze swoim europragmatyzmem kanclerz jest oczywiście problemem dla wszystkich zwolenników pogłębiania eurointegracji. Za jej czasów integracja idzie tylko jednym rwącym, ale bardzo wąskim korytem. Teraz jest to kwestia finansowa i budżetowa. Nie ma jednak tego, co charakteryzowało Unię wcześniej, gdy zrastała się jednocześnie w wielu różnych dziedzinach. Merkel wyhamowała wszystko, co nie służy głównemu celowi, jakim jest wyjście z kryzysu zadłużeniowego– pisze „FAS”.

Czy Merkel oddaje tym nastawieniem Europie niedźwiedzią przysługę? Kiedyś podobno w prywatnej rozmowie zwrócił jej na to uwagę Barroso. Jego zdaniem powinna bardziej dawać wyraz swojej wierze w Europę. A czy chciałbyś, żeby w Niemczech pojawiła się Partia Wildersa? – miała odpowiedzieć pani kanclerz. Przywołując postać holenderskiego populisty i eurosceptyka, Merkel po raz kolejny dała do zrozumienia – może i nie działam najefektowniej, ale przynajmniej jestem skuteczna.