Kolejne ujawniane przez światowe media rewelacje pochodzące od Edwarda Snowdena nie pozwalają zapomnieć o tajemniczym programie PRISM, który służy amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) do przeczesywania internetu. Jedno pytanie pozostaje bez odpowiedzi (najlepiej, gdyby zgłosił się jakiś polski whistleblower) – czy polskie służby dysponują odpowiednikiem programu PRISM?

Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że to niedorzeczne. Nie ma sensu porównywać gracza wagi superciężkiej, jakim jest NSA z… no właśnie. W Polsce nie ma osobnej służby dedykowanej tylko wywiadowi elektronicznemu, kryptografii i zabezpieczeniu informacyjnym rządu. W ramach Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego funkcjonuje Departament I odpowiedzialny za bezpieczeństwo teleinformatyczne. Agencja posiada także Wewnętrzny Rządowy Zespół Reagowania na Incydenty Komputerowe CERT, uznajmy go więc na potrzeby poniższej analizy za polski odpowiednik NSA.

Budżetowo ABW nie ma co stawać w szranki z NSA. Eksperci szacują wysokość budżetu NSA nawet na 10 mld dol. Szacują, bo nie jest znany budżet każdej z amerykańskich agencji wywiadowczych z osobna (a jest ich 16), tylko łączy – a ten wynosi 75 mld dol. Budżet ABW to niewiele ponad 500 mln zł; nawet po ostatnich cięciach ogłoszonych przez ministra finansów Jacka Rostowskiego wynoszących 5 mln zł możemy bezpiecznie założyć, że Agencja ma do dyspozycji pół miliarda złotych.

Niestety, pod względem zatrudnienia personel NSA także zadeptałby ABW – znawca tematu James Bamford szacuje zatrudnienie w Agencji na kilkanaście tysięcy osób. ABW w 2009 r. miała 5490 etatów.

Slajdy ujawniające istnienie programu PRISM, które Edward Snowden przekazał dziennikom „The Washington Post” i „Gurdianowi” wymieniają koszt programu na 20 mln dolarów rocznie. Wartość ta jest wątpliwa, chociażby z tego względu, że nie wiadomo, do czego ta wartość tak naprawdę się odnosi. Nie wiadomo, czy jest to koszt sprzętu (sama retencja, czyli przetrzymywanie olbrzymiej ilości danych zasysanych przez PRISM wymagałaby setek serwerów o gigantycznej pojemności, na co 20 mln dol. mogłoby nie wystarczyć), czy też koszt personelu zaangażowanego w obsługę tego sprzętu i obróbkę danych, a może zwrot nakładów, jakie firmy musiały ponieść aby współpracować z programem. Zwrot kosztów przez Agencję ujawnił w ub. tygodniu dziennik „Guardian”.

Poza tym te same slajdy ujawniają, że dane z PRISM stanowiły bardzo ważną część codziennych briefingów wywiadowczych prezydenta. Jeśli NSA udało się zbudować tak wydajne źródło informacji za tak niewielkie pieniądze, to na co Agencji tak wielki budżet?

Jednocześnie z informacji, które opublikował niemiecki tygodnik Der Spiegel wynika, że niemiecka służba odpowiedzialna za wywiad elektroniczny – BND – chciałaby zacząć odgrywać większą rolę w globalnym procederze gromadzenia danych przez służby wywiadowcze. W tym celu uruchomiła program, którego wartość wynosi 100 mln dolarów i który ma zbliżyć jej możliwości do tych, które posiada NSA. W podobne możliwości chcieliby wyposażyć swoje służby Francuzi. Brytyjczycy mają podobny do PRISM program TEMPORA. 100 mln dolarów pochłonęłoby większość budżetu ABW, więc taki wydatek wymagałby albo specjalnego budżetowego zastrzyku, albo rozłożenia go na wiele rat – wszak Agencja musi mieć jeszcze środki na działalność bieżącą.

Cofnijmy się jednak w czasie. Jak ujawnił Thomas Drake, inny whistleblower z NSA, Agencja przez PRISMem pracowała nad podobnym programem, który nazywał się Trailblazer. Pochłonął on miliard dolarów i nigdy nie został zakończony. Szefostwo Agencji nie mogło już dłużej tolerować opóźnień i rosnących kosztów, i w efekcie anulowało ten program. Nie ma wątpliwości, że na taki wydatek nie stać nie tylko ABW, ale też budżetu państwa. Tymczasem Drake pracował jednocześnie nad swoim własnym programem do zasysania danych, który nazywał się ThinThread. Jego koszt szacował w mediach na 3 mln dol. To jest z kolei wydatek, który Agencja z powodzeniem zmieściłaby w jednym swoim budżecie.

Ostateczna odpowiedź na pytanie, czy istnieje szansa na polski PRISM brzmi: to zależy od rzeczywistego kosztu amerykańskiej wersji, a także od możliwości takiego programu. Drake – jeśli nie kłamał – udowodnił, że można to zrobić relatywnie niedrogo (i równie skutecznie – ThinTread w działaniu podobno był sprawniejszy niż Trailblazer).