Zdaniem "The Economist", bezpośrednia odpowiedzialność za przebieg wydarzeń na Ukrainie spoczywa na prezydencie tego kraju, Wiktorze Janukowyczu. - Jednak ostateczny architekt zasiada na Kremlu, to Władimir Putin - czytamy w komentarzu. 

Tygodnik przypomina, że masowe protesty rozpoczęły się w listopadzie, kiedy po wielomiesięcznych negocjacjach Janukowycz zdecydował się nie podpisywać umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, zwracając się w stronę Rosji. - Demonstranci zaczęli domagać się jego ustąpienia, podczas gdy on sam i strona rosyjska określali ich mianem terrorystów - wskazuje "The Economist". I domaga się twardej i zdecydowanej reakcji Zachodu. Poza sankcjami, które uważa za oczywiste, należy doprowadzić do usunięcia z ulic sił specjalnych i "uzbrojonych bandziorów w cywilu". Wskazuje również, że na ustępstwa powinna pójść także opozycja. Finalnym rozwiązaniem może być łączący obie strony rząd przejściowy.

Jednak jako inspiratora tragicznych wydarzeń na Ukrainie tygodnik wskazuje Władimira Putina. To on bowiem uważa ten kraj za rosyjską orbitę wpływu i to on miał skłonić Kijów do odwrócenia się plecami do Unii Europejskiej. - Jego machinacje i zastraszanie doprowadziły Ukrainę do tego stanu - czytamy.

Dlatego "The Economist" chce, by skończono z udawaniem, że Rosja to kraj demokratyczny. Tygodnik postuluje ostre rozwiązania: proponuje wyrzucenie Rosji z grupy najbardziej uprzemysłowionych państw świata, czyli G8. Zachód zaś powinien się zjednoczyć w skierowanym do Putina przekazie, że Ukraina i inne byłe republiki sowieckie są suwerennymi krajami.

INFORMACJE, OPINIE, ZDJĘCIA - co dzieje się na Ukrainie? ZOBACZ >>>