Na szczęście, na tę szkodliwą głupotę stanowczo zareagował polski ambasador we Włoszech, Tomasz Orłowski. Wpisuje się to jednak w nową narrację historyczną, w której relatywizuje się zbrodnie sprawców, a oczernia ofiary.

CZYTAJ WIĘCEJ: Włoski historyk obarcz winą Polaków za pakt Ribbentrop-Mołotow >>>

Punktem wyjścia dla tekstu Romano (polityk, były włoski ambasador przy NATO, a następnie w ZSRR, obecnie publicysta) jest pytanie od czytelnika, dlaczego Francja i Anglia, będąc gwarantami integralności Polski, wypowiedziały wojnę tylko Niemcom, choć w następstwie paktu Ribbentrop-Mołotow Polska była częściowo okupowana również przez Związek Sowiecki?".

Odpowiedź, jakiej udziela pan Romano jest kuriozalna. Przypomina on bowiem, że w miesiącach poprzedzających wybuch II wojny światowej, zdając sobie sprawę z zamiarów Hitlera Francja i Wielka Brytania szukały sojusznika w Związku Radzieckim. Związek Radziecki jako warunek wejścia w sojusz postawił zgodę na przejście wojsk radzieckich przez Polskę. Ale na to się nie chciał zgodzić „podejrzliwy i dumny rząd w Warszawie”. I dalej wywodzi konstatację, że Sowieci urażeni odmową zaczęli się dogadywać z Niemcami, czego owocem był pakt Ribbentrop-Mołotow. Tak więc, gdyby nie niechęć Polski, nie doszłoby do podpisania tego paktu, a „być może i II wojny światowej”.

Rzadko się zdarza, by w jednym tekście było tyle przekłamań, złej woli i głupoty. Po pierwsze, zastanówmy się, co miałby oznaczać dla Polski przemarsz przez nią Armii Czerwonej. Znając historię i pokojowe nastawienie Sowietów do Polski (bo o wojnie z 1920 r. autor albo nie wiedział albo nie chciał pamiętać), taki przemarsz oznaczałby w najlepszym przypadku grabieże, gwałty i zniszczenia.

Powtarzam, w najlepszym wypadku, bo podejrzewać można, że Sowieci raz wkroczywszy na teren Polski, łatwo by go nie opuścili. Czyli de facto możliwa byłaby okupacja Polski przez ZSRR. Zatem obawy rządu polskiego nie były bezzasadne i głupie.

Polska broniła swojej integralności terytorialnej. Po drugie, wybuch wojny poprzedziły całe dziesiątki zakulisowych rozmów na wszystkich frontach. Niemcy przecież także proponowały Polsce sojusz, a dopiero później zażądały oddania Gdańska.

Czy zatem Polska jest też także odpowiedzialna za wybuch wojny, bo nie weszła w porozumienie z Hitlerem? Swoją drogą, takiego aliansu bali się też polscy sojusznicy: Francja i Wielka Brytania, które prowizorycznie próbowały go torpedować.

Za cenę zaatakowania Polski kupowali przedłużenie pokoju u siebie. Brytyjczycy próbowali też potajemnie negocjować z Hitlerem. Po trzecie, teza stawiana przez autora zakłada, że gdyby doszło do sojuszu między Francją, Wielką Brytanią a Związkiem Radzieckim, to Hitler by się wystraszył. I „może nie wywołał wojny”. To czemu miały służyć zbrojenia i doktryna hitlerowska? Wejściu w życie hippisowskiego hasła „love and peace”?. Niemcy nie po to uruchomiły machinę wojenną, by się zatrzymać jedynie na Austrii i Czechosłowacji. Zgoda Polski na pewno nie powstrzymałaby niemieckiej ekspansji.

Po czwarte, w myśl logiki pana Romano, aneksja krajów bałtyckich przez Związek Radziecki także była spowodowana odmową Polski. I oczywiście Holocaust. Szkoda, że autor nie rozszerzył tekstu o postawienie Polsce zarzutu odrzucenia niemieckiej oferty sojuszu. Znaleźlibyśmy się przecież dzięki temu w jednym obozie z faszystowskimi Włochami.

I już na koniec, w tym wywodzie nie ma logiki. Jeśli założyć, że grzechem Polski była jej duma i podejrzliwość, to także pewnie i opór. Zatem równie szkodliwe było stawianie oporu Niemcom i Związkowi Radzieckiemu. Ale jeśli Polska poddałaby się Niemcom bez walki, to niemieckie wojska dotarłyby znacznie szybciej do Belgii, Francji i Wielkiej Brytanii. 

Zastanawiam się nad motywami tego skandalicznego tekstu. Rozumiem, że autor po kilku latach pobytu w Moskwie może mieć proradzieckie sympatie. Ale czemu przykleja Polsce gombrowiczowską gębę? Chyba, że ma do nas żal o opóźnienie marszu braterskiej Armii Czerwonej. Bo gdyby Polska się zgodziła na propozycję Moskwy, to wojska radzieckie powędrowałyby także (część z nich, bo część zostałaby w Polsce) na zachód. I może pokonałyby wojska niemieckie i w zachodniej Europie zapanowałby wreszcie komunizm?

W sumie, to Sergio Romano powinien również oskarżyć Polskę o zwycięski dla nas cud nad Wisłą w 1920 roku. Gdyby nie ci dumni i podejrzliwi Polacy, Włochy mogłyby być komunistyczne. I zapanowałaby powszechna szczęśliwość.

A już poważniej mówiąc, to takie brednie, jak włoski dyplomata mogą szerzyć tylko ci, którzy nie mieli okazji poznać Armii Czerwonej w akcji.

Tekst jest skandaliczny. Gorsze, że wpisuje się w nurt ponownego pisania historii, w którym sprawcy są usprawiedliwiani, a ofiary oskarżane. Kilka lat temu śmiałam się, że jeszcze trochę a okaże się, że to Polska wywołała II wojnę światową, a Hitler był polskim, genetycznym rzecz jasna, antysemitą. Jak widać, nie wolno się śmiać z takich rzeczy, bo stają się one rzeczywistością. 

A swoją drogą, w rzeczonym tekście pan Romano nie odpowiada jednak czytelnikowi na zasadnicze pytanie - dlaczego jednak sojusznicy nie wypowiedzieli wojny także Związkowi Radzieckiemu.