Donald Tusk przekazując śledztwo smoleńskie w ręce Rosjan oraz rozdzielając wizyty premiera i prezydenta w Katyniu, przyczynił się do zamordowania Lecha Kaczyńskiego. Takiej zdrady, jakiej on się dopuścił, Polska nie widziała od czasu targowicy. Choćby tylko za to działanie na szkodę Polski powinien ponieść najwyższy wymiar kary, który należałoby przywrócić do prawodawstwa ze względu na wyjątkowe okoliczności - mówi w rozmowie z tygodnikiem "Do Rzeczy", szefowa Solidarnych 2010, Ewa Stankiewicz. Dodaje jednak, że to jej "osobisty pogląd", a wyrok należy do sądu, który powinien przeprowadzić uczciwy proces.

Nie wyklucza jednak, że Donald Tusk zostanie uniewinniony. Jeśli chodzi o decyzję sądu, to oczywiście wszystko może się zdarzyć, bo do tej pory wymiar sprawiedliwości nie osądzał, ale osłaniał Tuska - twierdzi. Uważa jednak, że były premier zostanie skazany, bo to, co wiemy jest porażające. Zgoda na oddanie śledztwa w ręce Rosjan, wycofanie należnej ochrony służb rządowych na okoliczność tego lotu, zacieranie śladów  masowa dystrybucja kłamstw po tragedii pokazuje ogrom winy premiera i jego aktywną rolę w doprowadzeniu prezydenta do śmierci. Odpowiedzialność dotyczy również jego wspólników - mówi dziennikarka.

Dlatego też wzywa śledczych, by postawili odpowiednie zarzuty tym, którzy odpowiadają za katastrofę. A każdy, komu prokuratorzy udowodnią winę, musi - jak uważa dziennikarka - zostać surowo ukarany. Tłumaczy, że domaga się długich wyroków, by w Polsce nikt już nie musiał ginąć - ani prezydent, ani Jan Kowalski. Żeby nikomu nie przyszło do głowy, że taką krzywdę można nam, Polakom wyrządzić w przyszłości bez żadnych konsekwencji - powiedziała w rozmowie z tygodnikiem.

Tymczasem, jej zdaniem, zamiast rozliczyć winnych, zastosowano medialną tresurę, a dyktat propagandy zakazał używać słowa "zamach" nawet w formie pytania. Jednak jej zdaniem, teoria o zamachu jest jedynym racjonalnym wyjaśnieniem tragedii smoleńskiej. Stankiewicz uważa bowiem, że teorii Rosjan i komisji Millera przeczą dane z komputerów pokładowych i wykresy opublikowane w tychże raportach, a przede wszystkim prawa fizyki i matematyki, które na szczęście nie podlegają ocenie politycznej.

Uważa więc, że tylko teoria o eksplozji tłumaczy to, co stało się z prezydenckim samolotem. Sądzę, że tupolewa "oklejono" wręcz ładunkami wybuchowymi. Istnieją techniczne możliwość i dostępność do podobnego sprzętu przynajmniej już od lat 60. - mówi. Co działo się dalej? Stankiewicz ma własną teorię. Sądzę, że ładunki podłożono w Samarze podczas remontu, być może dokończono w trakcie przebudowy salonki, a odbezpieczono w noc poprzedzającą lot, kiedy "wysiadł" system kontroli kamer monitorujących samolot na lotnisku - sugeruje.

Zapytana dlaczego, skoro teoria Laska przeczy podstawowym prawom fizyki, sprawa Smoleńska nie została jeszcze wyjaśniona, odpowiada, że to wina przemysłu propagandy, przez który trudno z przekłamaniami walczyć. Do tego, jej zdaniem, skorumpowane sądownictwo sprawia, że wielu ludzi w sprawie Smoleńska jest bezkarnych. Dlatego też zapowiada, że o pojednaniu i przebaczeniu nie ma na razie mowy. Nie da się pojednać z grasującym mordercą, ani zawodowymi PR-owcami - mówi. Wzywa więc do oczyszczenia kasty skorumpowanych sędziów. Ostrzega także nową władzę, że jeśli nie doprowadzi do naprawienia sytuacji, to będzie to dla Polski katastrofalne, bo za coś takiego, jak śmierć prezydenta praworządne państwo musi surowo karać.