- - wyjaśniała Ewa Stankiewicz w Telewizji Republika. Wedle słów szefowej stowarzyszenia "Solidarni 2010", początkowo komisje - polska i rosyjska - powołane w sprawie katastrofy smoleńskiej, pracowały wspólnie i na równych prawach. W drugim dniu po katastrofie - jak przekonuje Stankiewicz - na skutek decyzji Donalda Tuska o oddaniu śledztwa Rosjanom, polska komisja z tych prac się wycofała. - dowodziła dziennikarka.
- Tu powinna być zastosowana najsurowsza z możliwych kar, być może nawet specjalnie na tę okoliczność przywrócona w polskim prawie, dlatego że to jest taka zdrada interesów narodowych, z jaką nie mieliśmy do czynienia - jeśli chodzi o skalę - od czasów Targowicy - stwierdziła Ewa Stankiewicz. Przy czym ani razy nie użyła bezpośrednio sformułowania "kara śmierci".
Na wtręt prowadzącego, że Donald Tusk jest poza polskim wymiarem sprawiedliwości, odpowiedziała, że na pewno są jakieś możliwości i powinniśmy wystąpić do organów Unii Europejskiej.
- To jest też szkoda dla dobrze pojętej Unii Europejskiej. Nie może ktoś, kto jest przestępcą w świetle prawa państwa, które reprezentował, reprezentować Unii Europejskiej - grzmiała Stankiewicz.
Podobne słowa - o najsurowszej z możliwych kar - Ewa Stankiewicz powtórzyła na antenie TVP Info. Wcześniej mówiła o tym również na manifestacji zorganizowanej w sobotę przez Kluby Gazety Polskiej. Wedle relacji "Gazety Wyborczej", pod ambasadą rosyjską padły już słowa wprost o karze śmierci dla Donalda Tuska. W kontekście najsurowszej z kar wymienione zostały również nazwiska: Radosława Sikorskiego, Bogdana Klicha, Bronisława Komorowskiego, Ewy Kopacz, Tomasz Arabski.