Patryk Jaki został pozwany przez parlamentarzystę PO Roberta Kropiwnickiego. Chodzi o wypowiedź ze stycznia 2016, kiedy to wiceminister z trybuny sejmowej zarzucił oponentowi, iż prowadzi on agencję towarzyską w jednym ze swoich mieszkań. Kropiwnicki uznał, że bycie w obiegu publicznym zarówno doktorem prawa, jak i alfonsem to za wiele szczęścia i Jakiego pozwał. Proces jakich wiele. Aż do wczoraj.

Minister Patryk Jaki w sądzie postanowił się bowiem schować za immunitetem. To zachowanie może dziwić, gdyż właśnie Patryk Jaki był do tej pory jednym z największych przeciwników immunitetów przysługujących politykom. Ruch więc to zupełnie niezrozumiały dla przeciętnego obywatela.

Sędzia stwierdziła jednak, że nie ma powodu, aby poseł Jaki był chroniony, gdyż jego wypowiedź nie miała nic wspólnego z pełnieniem urzędu. Można się z tym zgadzać lub nie. Osobiście uważam, że sędzia nie ma racji. Tak też uznał Patryk Jaki, więc postanowił postanowienie sądu w tej sprawie zażalić. Jego prawo. Ale sposób, w jaki to uczynił, pokazuje ogromną butę wiceministra. Jak sam wskazuje, poszedł do sądu jako obywatel Jaki, a nie jako wiceminister Jaki. A mimo to wylał stek pomyj na prowadzącą postępowanie sędzię i zaznaczył, że nie będzie zgody na takie traktowanie osoby, która krytykuje sędziów. Efekt? Nie tylko wniosek o wyłączenie sędziego, lecz także postulat wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec orzekającej nie po myśli obywatela.

Wystarczy zresztą obejrzeć nagranie, aby się przekonać, że wiceminister sprawiedliwości zachowywał się w sądzie wyjątkowo nieelegancko. To jednak dopiero wstęp do pasma błędów, które Jaki popełnił. Gdy bowiem rozpętała się burza medialna w sprawie jego zachowania w sądzie, wiceminister postanowił się bronić. I z każdą godziną robi to w sposób coraz bardziej kuriozalny.

Po pierwsze: minister Jaki wskazuje, że miał rację, zarzucając Robertowi Kropiwnickiemu prowadzenie agencji towarzyskiej. Świadczyć o tym ma artykuł w Super Expressie, którego dziennikarze dotarli do kobiety lekkich obyczajów. Przyznała ona, że wynajmowała mieszkanie parlamentarzysty PO - przez biuro nieruchomości. Cóż, mam nadzieję, że minister Patryk Jaki jest dokładniejszy w swojej pracy w resorcie, niż w bronieniu swych racji. Wydaje mi się bowiem, że jest duża różnica między wynajęciem mieszkania posła przez agencję a prowadzeniem agencji przez posła.

Po drugie: niestety wiceminister sprawiedliwości z każdą kolejną wypowiedzią wykazuje coraz większy niedostatek wiedzy prawniczej. Stwierdził choćby, że sąd cywilny chce go skazać. O tym, że w sprawach cywilnych sądy nikogo nie skazują wie zapewne większość obywateli. Dobrze by było, gdyby wiceminister sprawiedliwości również wiedział.

Po trzecie: Patryk Jaki stwierdził, że "jako człowiek prawicy nie może złożyć wniosków, które każdy może w sądzie złożyć". Pokazuje tym samym, że nadal nie rozumie, czego dotyczą zarzuty kierowane pod jego adresem. Nikt nie zabrania bowiem obywatelowi Jakiemu złożenia wniosku o wyłączenie sędziego. Dobrze by jednak było, gdyby uczynił to, nie strasząc przy okazji sędziego i nie zasłaniając się immunitetem. Sytuacja, w której wiceminister sprawiedliwości wypomina orzekającej w sprawie polityczne zaangażowanie i podkreśla konieczność zlustrowania jej poczynań, nie ma nic wspólnego z prawem do złożenia wniosku.

Patryk Jaki swoje polityczne zaangażowanie opiera od dawna między innymi na krytyce wymiaru sprawiedliwości. Robi to w sposób zdecydowany. I bardzo dobrze. Wielu Polaków nie ufa sądom. Sam kilkukrotnie na salach sądowych czułem się niczym parobek na włościach pana i władcy. Wielokrotnie na łamach DGP wytykaliśmy sędziom ich przewiny, w tym butę. Problem w tym, że mało wiarygodny w krytyce sędziowskiej buty jest ktoś tak pyszny jak minister Patryk Jaki. Bo nawet jeśli nie lubimy sędziów, to jeszcze bardziej nie trawimy polityków, którzy czują się kimś lepszym od ogółu obywateli; i np. mówią, że immunitet to największe zło, a gdy przychodzi co do czego, chowają się za nim.