Pierwsza ma związek z komunikatem PG. Stwierdza się w nim, że „kwestia uprawnień Trybunału do oceny prawidłowości wyboru sędziów może budzić również problemy w przyszłości; dlatego wymaga jednoznacznego rozstrzygnięcia przez Trybunał Konstytucyjny”. Szkopuł w tym, że TK już dokonał takiego rozstrzygnięcia. Przed rokiem odmówił orzekania o prawidłowości wyboru sędziów TK. Uznał, że uchwały Sejmu w tej sprawie nie nadają się do badania przez trybunał. Skoro dla Zbigniewa Ziobry to za mało – skąd pewność, że kolejne orzeczenie rozwieje jego wątpliwości?

Ale drugą kwestią, która nie daje mi spokoju, jest to, czy wybór trzech sędziów dokonany sześć lat temu jest tym, co trybunał najpilniej powinien wyjaśnić? Czy nie tracimy okazji, by uporządkować inne sprawy?

Weźmy art. 194 konstytucji, zgodnie z którym sędziów TK wybiera się spośród osób „wyróżniających się wiedzą prawniczą”. Obowiązująca ustawa powiela to niefortunne sformułowanie.

Rodzi się więc fundamentalny dylemat: spośród kogo trzeba się wyróżniać? Czy bycie jedynym prawnikiem w rodzinie wystarczy? Albo czy do wyróżniania się wystarczą nienadzwyczajne wyniki kariery sędziego sądu okręgowego, bez specjalnych dokonań naukowych czy praktycznych? A jeśli nie – czy wydawane przez prezes Julię Przyłębską orzeczenia TK są ważne? Ta sprawa nie może czekać.

Cytując Zbigniewa Ziobrę cytującego RPO Adama Bodnara: "W demokratycznym państwie prawnym nie ma miejsca na sytuacje, które stwarzają choćby cień wątpliwości co do prawidłowości obsady składów orzekających sądów i trybunałów".