No, właśnie – jakie są skutki tych działań? W Polsce nie wytworzyła się jeszcze tradycja śledzenia konsekwencji poczynań polityków – o ile te nie są naprawdę ważne. W zeszłym roku MON unieważniło kilka kluczowych przetargów, a nie rozstrzygnęło nowych. Tak stało się nawet w kwestii, wydawałoby się, dobrze przez ekspertów rozpoznanej – elektronicznego systemu zarządzania polem walki na szczeblu taktycznym. W kolejce czekają decyzje albo nowe przetargi w sprawach dronów bojowych. Okręty obrony wybrzeża – nie ma decyzji. Nie bulgocze program morski Orka, o którym od lat powtarza się jedno: pieniądze są, brakuje decyzji. Pieniądze, i to ogromne (może nawet 50 mld zł), są też na nasz największy projekt obronny – tarczę rakietową Wisła – lecz wciąż nie ma rozstrzygnięć. MON człapie, nic dziwnego, że jego minister odgrzewa spór o Smoleńsk, odwracając uwagę od bardzo realnych problemów.

Łukasz Bąk, piszący w DGP o sobie oraz samochodach, popełnił tydzień temu wstrząsający tekst polityczny na temat konkursu rozpisanego przez premiera Morawieckiego (lektura obowiązkowa). My, Polacy, opracujemy za 10 mln zł nowoczesny oraz patriotyczny samochód elektryczny, który już za cztery lata zaszokuje świat. Volkswagen pracuje nad nową generacją swoich aut siedem lat i wydaje na to równowartość 65 mld zł.

Mateusz Morawiecki chce to zrobić szybciej i taniej, bo Polak, jak za Gierka, potrafi. W najlepszym razie wyjdzie tak, że wydamy te „głupie” 10 mln zł i zapomnimy o całej sprawie. W najgorszym, premierze, będzie jak z MON: wolno, drogo i wśród mocarstwowych porykiwań.