Niedzielne wybory parlamentarne we Włoszech były kolejnym druzgocącym ciosem dla i tak chwiejnego demokratycznego centrum Europy - czytamy w komentarzu redakcyjnym "WP". Dwie partie antyestablishmentowe, w tym jedna ksenofobiczna i skrajnie prawicowa, zdobyły 50 proc. głosów, o wiele więcej niż tradycyjne ugrupowania centroprawicowe i centrolewicowe.

Chociaż nie jest jasne, jaki rząd powstanie na skutek długotrwałych powyborczych przepychanek, Włochy "mogą przyłączyć się do krajów Europy Środkowej, które obrały wrogi kurs wobec UE i generalnie wobec liberalnych wartości" - ocenia dziennik.

Gazeta uważa, że siłą napędową takiego wyniku byli imigranci i uchodźcy. Od 2013 roku do Włoch dotarło ponad 620 tys. nielegalnych imigrantów, głównie z Afryki Subsaharyjskiej. Jak czytamy, dotychczasowemu centrolewicowemu rządowi udało się powstrzymać tę falę, ale skrajnie prawicowe partie wykorzystywały wrogość wobec przybyszów, a także wobec unijnych partnerów Włoch, którym zarzucono, że wystarczająco nie pomagają krajowi.

Na czele rządu może stanąć przywódca prawicowej Ligi Północnej Matteo Salvini, który obiecywał masowe deportacje i którego partia pokonała ugrupowanie byłego premiera Silvio Berlusconiego.

Innym pretendentem będzie ekscentryczny Ruch Pięciu Gwiazd, który zdobył ok. 33 proc. głosów i któremu oficjalnie przewodzi 31-letni i niedoświadczony Luigi Di Maio. Dziennik zauważa, że partia złagodziła swe antyunijne stanowisko i jest mniej wrogo nastawiona do migrantów niż Liga.

Ruch "podziela jednak sympatię skrajanej prawicy" dla prezydenta Rosji Władimira Putina, "który wygląda na jedynego jednoznacznego zwycięzcę wyborów" - uważa "WP". Niezależnie od tego, jak rząd powstanie, będzie on najpewniej wrogo nastawiony do wysiłków Zachodu, by powstrzymać rosyjską agresję na Ukrainie, w Syrii i w cyberprzestrzeni - dodaje.

Według dziennika w najlepszym wypadku Włochy wybrną z tej sytuacji, "co często ma miejsce", i będą miały rząd, który będzie się skupiał na głębokich problemach wewnętrznych, takich jak 35-procentowe bezrobocie młodych, ale nie będzie dążył do rozsadzenia UE lub NATO. Jednak nawet taki łagodny rezultat zwiększy presję na centrystów w Europie, na czele z kanclerz Niemiec Angelą Merkel i francuskim prezydentem Emmanuelem Macronem, by znaleźć rozwiązania, zarówno dla ich własnych zniecierpliwionych społeczeństw, jak i dla całej Europy - czytamy.

Nawiązując do utworzenia rządu w Niemczech "WP" pisze, że teraz do Merkel należy dążenie do reform wraz z Macronem na rzecz promowania wzrostu w takich krajach jak Włochy, które borykają się z głębokimi problemami gospodarczymi. Jednocześnie Merkel i Macron nadal powinni bronić liberalnych wartości demokracji. Stawką jest nic innego lecz przetrwanie Zachodu, jaki świat znał od 1945 roku - konkluduje "Washington Post".

Populistyczna fala podmywa Włochy dając zwycięstwo demagogom - brzmi tytuł artykułu redakcyjnego "New York Times". Według dziennika niedzielne wybory to "najnowsza potężna fala w przypływie antyimigranckiego, antyunijnego i antydemokratycznego ferworu, który niszczy europejską politykę".

"NYT" przewiduje, że przyszły rząd w Rzymie będzie miał trudności ze spełnieniem oczekiwań wyborców i poradzeniem sobie z prawdziwymi problemami gospodarczymi Włoch.

Przekonuje też, że Włochy "stanową teraz największe wyzwanie dla europejskiego projektu, który i tak jest mocno sponiewierany z powodu głosowania w sprawie Brexitu, nieliberalnych tendencji w Polsce, na Węgrzech i innych krajach Europy Wschodniej i Środkowej".

Bez wątpienia na Kremlu świętują z powodu tej zapowiedzi niestabilności i niepewności - pisze "NYT" i przypomina, że zarówno Ruch Pięciu Gwiazd jak i Liga Północna opowiadały się przeciwko unijnym sankcjom wymierzonym w Rosję.

Jak dodaje, jest mało prawdopodobne, że Włochy opuszczą UE lub strefę euro, ale wrogo nastawiony rząd będzie stanowić "problem zarówno dla Brukseli jak i głębszej integracji, głoszonej przez Macrona i Merkel". Teraz będą musieli zdecydować, czy iść naprzód czy też na chwilę się wstrzymać - podkreśla gazeta.