Magdalena Rigamonti: Dzieci na podwórku pytały o Elżunię?
Andrzej Urbańczyk*: Proszę sobie wyobrazić, że mój przyjaciel z dzieciństwa, z którym do dzisiaj utrzymuję kontakty, dowiedział się, że Elżunia jest Żydówką dopiero w 1995 r., kiedy przyjechała do Polski. Mama wiązała Elżuni wielkie kokardy, nakładała na głowę czapeczki, chusteczki. Bardzo ją stroiła.

Zakazała panu mówić o Elżuni, o jej pochodzeniu?
Nie musiała zakazywać. To są rzeczy, których dzisiaj nie da się wytłumaczyć ani zrozumieć. To się wiedziało. Kiedyś Ukrainiec z SS-Galizien złapał mnie, bo widziałem chłopców, którzy przed nimi uciekali. Nic nie szkodziło, żebym mu powiedział, w którą stronę uciekli, bo i tak by ich nie złapał. Jednak wiedziałem, że nie mogę, że tak się nie postępuje, że prawdy wrogom powiedzieć nie wolno. I to nie było żadne bohaterstwo, tylko zakodowana niechęć do okupantów. Większość tak czuła. Tak postępowała. Chciał mnie zastrzelić. Widziałem, bo wcześniej w Krakowie widziałem, jak Niemiec podchodzi do dziewczynki i na oczach jej matki strzela jej w głowę. Pamiętam ten bezgłośny szloch kobiety. Śmierć była wszędzie, prawie każdego dnia. Nasz dom Częstochowie graniczył z gettem. Wszyscy widzieliśmy mordowanych tam ludzi. Powtórzę się, ale myślę, że nasz stan psychiczny był na tyle różny od dzisiejszego, że naprawdę nie można tego zrozumieć.

Rozumiał pan niebezpieczeństwo?
Rozumiałem niebezpieczeństwo, ale nie czułem strachu. Kiedyś opowiadałem na swoim przykładzie uczestnikom wykładu, że ocena bohaterstwa jest całkowicie subiektywna i na ogół nieprawdziwa. Zawsze mam podejrzenia w stosunku do ludzi, którzy nazywają siebie bohaterami. Mnie interesuje prawda historyczna. Czas okupacji pamiętam dzień po dniu, ze szczegółami. Pamiętam, jak pewnego dnia przyszło dwóch panów w szarych marynarkach, zasiadło przy okrągłym stole i powiedziało, że żądają pieniędzy za milczenie. To byli szmalcownicy. Nawet dziś poznałbym ich twarze. Zaraz mi pani powie, że w myśl nowej ustawy o IPN nie powinienem mówić, że w Polsce byli szmalcownicy. Otóż byli, ale to była mniejszość, bandyci. Eli Zborowski, mąż Elżuni, opowiadał – zresztą jest to w jego książce – że uratowali go Polacy, ale również Polacy zadenuncjowali jego rodziców. Działo się to w Żarkach. Wśród Polaków byli i tacy, którzy ratowali, i tacy, którzy donosili.



*Andrzej Urbańczyk, pisarz, były dyplomata i nauczyciel akademicki. Jego rodzice zostali uhonorowani medalem Sprawiedliwi wśród Narodów Świata

CAŁA ROZMOWA W PIĄTKOWYM MAGAZYNIE DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ