Dziennik Gazeta Prawana logo

"Elżunia to moja wojenna siostra. Miałem 11 lat, wiedziałem, że za jej ukrywanie grozi nam śmierć"

8 marca 2018, 20:00
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Andrzej Urbańczyk.  Fot. Maksymilian Rigamonti
Andrzej Urbańczyk. Fot. Maksymilian Rigamonti/Dziennik Gazeta Prawna
Byłem 11-letnim chłopcem, kiedy Elżunia trafiła do naszego domu. To rodzice podjęli decyzję, by adoptować dziecko - wspomina w rozmowie z Magdaleną Rigamonti Andrzej Urbańczyk. Jego rodzice byli przekonani, że przyjmują polską dziewczynkę. "Zorientowaliśmy się, że jest inaczej, kiedy na głowie Elżuni pojawił się ciemny paseczek - zaczęły odrastać tlenione włoski".

Magdalena Rigamonti: Dzieci na podwórku pytały o Elżunię?
Andrzej Urbańczyk*: Proszę sobie wyobrazić, że mój przyjaciel z dzieciństwa, z którym do dzisiaj utrzymuję kontakty, dowiedział się, że Elżunia jest Żydówką dopiero w 1995 r., kiedy przyjechała do Polski. Mama wiązała Elżuni wielkie kokardy, nakładała na głowę czapeczki, chusteczki. Bardzo ją stroiła.

Zakazała panu mówić o Elżuni, o jej pochodzeniu?
Nie musiała zakazywać. To są rzeczy, których dzisiaj nie da się wytłumaczyć ani zrozumieć. To się wiedziało. Kiedyś Ukrainiec z SS-Galizien złapał mnie, bo widziałem chłopców, którzy przed nimi uciekali. Nic nie szkodziło, żebym mu powiedział, w którą stronę uciekli, bo i tak by ich nie złapał. Jednak wiedziałem, że nie mogę, że tak się nie postępuje, że prawdy wrogom powiedzieć nie wolno. I to nie było żadne bohaterstwo, tylko zakodowana niechęć do okupantów. Większość tak czuła. Tak postępowała. Chciał mnie zastrzelić. Widziałem, bo wcześniej w Krakowie widziałem, jak Niemiec podchodzi do dziewczynki i na oczach jej matki strzela jej w głowę. Pamiętam ten bezgłośny szloch kobiety. Śmierć była wszędzie, prawie każdego dnia. Nasz dom Częstochowie graniczył z gettem. Wszyscy widzieliśmy mordowanych tam ludzi. Powtórzę się, ale myślę, że nasz stan psychiczny był na tyle różny od dzisiejszego, że naprawdę nie można tego zrozumieć.

Rozumiał pan niebezpieczeństwo?
Rozumiałem niebezpieczeństwo, ale nie czułem strachu. Kiedyś opowiadałem na swoim przykładzie uczestnikom wykładu, że ocena bohaterstwa jest całkowicie subiektywna i na ogół nieprawdziwa. Zawsze mam podejrzenia w stosunku do ludzi, którzy nazywają siebie bohaterami. Mnie interesuje prawda historyczna. Czas okupacji pamiętam dzień po dniu, ze szczegółami. Pamiętam, jak pewnego dnia przyszło dwóch panów w szarych marynarkach, zasiadło przy okrągłym stole i powiedziało, że żądają pieniędzy za milczenie. To byli szmalcownicy. Nawet dziś poznałbym ich twarze. Zaraz mi pani powie, że w myśl nowej ustawy o IPN nie powinienem mówić, że w Polsce byli szmalcownicy. Otóż byli, ale to była mniejszość, bandyci. Eli Zborowski, mąż Elżuni, opowiadał – zresztą jest to w jego książce – że uratowali go Polacy, ale również Polacy zadenuncjowali jego rodziców. Działo się to w Żarkach. Wśród Polaków byli i tacy, którzy ratowali, i tacy, którzy donosili.



CAŁA ROZMOWA W PIĄTKOWYM MAGAZYNIE DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj