Petelicki: Nasi generałowie nie umieją dowodzić
Fakt, że brakuje ochotników do armii, w ogóle mnie nie dziwi. Ci potencjalni ochotnicy nie mają przecież przyjść do armii pokojowej. Oni muszą mieć pewność, że będą dobrze dowodzeni. Tymczasem sprawa Nangar Khel pokazała, że polscy generałowie w większości nie potrafią dowodzić w walce - mówi DZIENNIKOWI generał Sławomir Petelicki, pierwszy dowódca GROM.
- Polacy boją się zabijać talibów
- Oficerowie WSI wystawią Macierewiczowi pomnik
- "Tusk zakłada hełm jak Chuck Norris"
- Klich: Warto było być w Iraku
- Miller: Nie żałuję polskiej wyprawy do Iraku
- Polskie wojsko bez najważniejszego dowódcy
- Armia ma już najważniejszego dowódcę
- Trzeba wyjaśnić, co stało się w Afganistanie
- Polscy komandosi staną przed sądem
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 25°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Wokół uzawodowienia armii toczy się właśnie bitwa. Po jednej stronie barykady jest premier Donald Tusk, który jest zdeterminowany i powiedział, że "koniec z malowaniem trawy na
zielono". Razem z nim jest minister Bogdan Klich, który chciałby zrobić to, co mówi premier.
Ma jednak ogromny ciężar u szyi, prawdziwy kamień młyński. Po drugiej stronie barykady jest bowiem wojskowy beton, na czele którego stoi generał Czesław Piątas, były szef sztabu, który
zawsze był przeciwnikiem armii zawodowej i głosił ten sprzeciw publicznie. On jako szef sztabu odpowiada za to, że w 2003 roku 105 żołnierzy do Afganistanu przygotowywano rok. Po stronie
Piątasa jest zastępca szefa sztabu generalnego, generał Mieczysław Stachowiak, który na komputerowych ćwiczeniach NATO-wskich we Francji jednego dnia stracił 90 procent żołnierzy.
Po stronie premiera i ministra jest jest szef sztabu generalnego, generał Franciszek Gągor, który jest mądrym człowiekiem i chciałby uzawodowienia armii. Ale on jest w mniejszości.
W tym momencie toczy się o batalia i naprawdę nie wiadomo, kto zwycięży. Piątas i Stachowiak to są jedynie liderzy ruchu przeciwników zawodowej armii. Należy do niego większość
generałów, którzy są kompletnie nieprzygotowani do nowej sytuacji.
Żeby doprowadzić do uzawodowienia armii, trzeba by się było zdecydować na cięcia w wojsku. Minister Klich musiałby się zdecydować na zmianę. Postawić na młodych ludzi, którzy ukończyli
zachodnie akademie wojskowe. Oni potrafili by tę operację przeprowadzić. Piątas ze Stachowiakiem nie zrobią tego na pewno.
Do uzawodowienia armii potrzebny jest też biznes-plan. Trzeba przeprowadzić audyt zewnętrzny. Bez niego żadna armia na świecie się nie zreformowała. Taki audyt przeprowadzono w Wielkiej
Brytanii, Stanach Zjednoczonych.
Fakt, że brakuje ochotników do armii, w ogóle mnie nie dziwi. Oni poszliby dopiero za absolwentami zachodnich uczelni. Nie pójdą za Piątasem czy Stachowiakiem. Oni chcą być dobrze dowodzeni.
Sprawa Nangar Khel pokazała, że polscy generałowie w większości nie potrafią dowodzić w walce. Tam się działy kompromitujące sprawy. A teraz mamy wojnę z terroryzmem. Ci potencjalni
ochotnicy nie mają przecież przyjść do armii pokojowej. Oni muszą mieć pewność, że będą dobrze dowodzeni. I że mają dobry sprzęt. A nie przestarzałe F-16. Nasze siły zbrojne są w
strasznym stanie.
Reforma to wielkie wyzwanie. Minister Klich albo postawi na młode pokolenie, które przejmie władzę w armii i wtedy reforma się uda, a minister wygra, albo za chwilę będzie musiał odejść,
ponieważ się skompromituje, a zawodowej armii i tak nie będzie.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!