Głosowali za kolegów. Pójdą do więzienia?
Rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata i po pięć tysięcy złotych grzywny żąda prokurator dla byłych posłów SLD Jana Chaładaja i Stanisława Jarmolińskiego, którzy w 2003 roku głosowali w Sejmie za nieobecnych kolegów. Adwokaci domagają się umorzenia procesu. Wyrok poznamy w czwartek.
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Głosując za nieobecnych posłów niewątpliwie poświadczyli nieprawdę, a ich działanie miało istotne skutki prawne, bo zapadła uchwała Sejmu obciążona wadą prawną. Przekraczając swe poselskie uprawnienia działali na szkodę interesu publicznego. To szczególnie naganne postępowanie" - mówił przed sądem prokurator, żądając skazania obu oskarżonych za poświadczenie nieprawdy i za przekroczenie uprawnień.
Maciej Krasiński, obrońca oskarżonych (którzy przyznali się do głosowania za kolegów), przekonywał, że Jan Chaładaj i Stanisław Jarmoliński powinni być skazani tylko za poświadczenie nieprawdy. Jego zdaniem, sprawa powinna zostać warunkowo umorzona, tak jak w 1994 roku sąd umorzył proces posłów: Tadeusza Gajdy (PSL), Marcina Libickiego (ZChN), Henryka Strzeleckiego (PSL) i Andrzeja Zakrzewskiego (Polski Program Liberalny), którzy w październiku 1992 roku, podczas przyjmowania uchwały o założeniach polityki społeczno-gospodarczej na 1993 rok zagłosowali za nieobecnych kolegów - co pokazała TVP.
"Panowie Chaładaj i Jarmoliński ponieśli już dotkliwe konsekwencje swego postępowania: śmierć cywilną, koniec kariery politycznej, stracili możliwość zasiadania we władzach instytucji Skarbu Państwa. A ich udział w feralnym głosowaniu miał niewielkie znaczenie, bo ich głosy nie ważyły na wyniku głosowania" - przekonywał adwokat. Przypomniał też, że prokuratura odmówiła śledztwa w sprawie poświadczenia nieprawdy przez posłów PiS, którzy - aby nie potrącać im poselskich diet - składali usprawiedliwienia swej nieobecności w Sejmie, podczas gdy byli oni w gmachu parlamentu, ale nie brali udziału w posiedzeniu protestując na korytarzu.
Sprawa Chaładaja i Jarmolińskiego ma już 7-letnią historię. W marcu 2003 r. ważyły się losy ministra infrastruktury i wicepremiera w rządzie SLD-UP Marka Pola. Opozycyjne wówczas PO i PiS kolejny raz wniosły o wotum nieufności wobec ministra, którego uznawali za najbardziej nieudolnego - lider PO Donald Tusk nawet mówił o nim wtedy "Winietu". Koalicja wspierająca rząd Leszka Millera obroniła swego ministra.
Czytaj dalej >>>





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!