"Jako resort byliśmy też na pewno przeciwni przekazaniu (TS) gruntów, które były w gestii ministra skarbu, a w zarządzie zakładu budżetowego ministra sportu" - podkreślił Lipiec. Świadek powiedział, że projekt ministerstwa skarbu ws. budowy NCS i nowelizacji ustawy hazardowej zakładał przeniesienie środków Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej i Sportu na budowę NCS i jednocześnie zmniejszenie o 150 mln zł nakładów na inne inwestycje niezwiązane z Euro 2012.

"Dla mnie, jako ministra sportu, który był odpowiedzialny za wszystkie dyscypliny sportu, a nie tylko za piłkę nożną był to projekt nie do przyjęcia" - dodał. 15 maja 2007 r. minister skarbu Wojciech Jasiński przekazał do uzgodnień międzyresortowych projekt ustawy o finansowaniu budowy obiektów sportowych NCS oraz o projekt noweli ustawy o grach i zakładach wzajemnych.

Zgodnie z założeniami inwestorem NCS miał być Totalizator Sportowy, a środki na ten cel miały pochodzić z dodatkowych przychodów Funduszu (Rozwoju Kultury Fizycznej). Do tego funduszu trafiają pieniądze z dopłat do gier - obecnie objęte są nimi tylko gry, które stanowią monopol państwa.

Projektowane w 2007 r. przez resort skarbu zmiany w ustawie o grach i zakładach wzajemnych miały na celu poszerzenie katalogu gier objętych dopłatami: o keno, loterie audiotekstowe, bingo pieniężne, gry cylindryczne, gry w karty i kości organizowane w kasynach, gry na automatach i automatach o niskich wygranych oraz zakładach wzajemnych.

Sławomir Neuman (PO) dopytywał Lipca dlaczego założenia do projektu ministerstwa skarbu powstały na kilka tygodni przed ogłoszeniem przez UEFA decyzji o przyznaniu Polsce i Ukrainie praw do organizacji Euro 2012, co miało miejsce w kwietniu 2007 roku. Świadek przypomniał, że pomysł budowy NCS powstał w listopadzie 2006 roku i był niezależny od wyniku starań Polski o organizację Euro 2012.

"Koncepcja budowy NCS była niezależna od rozstrzygnięcia UEFA, choć ta decyzja przyspieszyła prace" - dodał. 2 listopada 2006 r. ówczesna minister finansów Zyta Gilowska powołała Zespół ds. nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych, w skład którego mieli wejść również przedstawiciele ministerstwa sportu. Przedstawicielem MS został ówczesny dyrektor Departamentu Prawno-Kontrolnego resortu sportu Tomasz Malarz.

Lipiec zeznał, że to on podjął decyzję o zatrudnieniu Tomasza Malarza na stanowisku szefa departamentu kontroli prawnej w MS. Przyznał, że wiedział o tym, iż Malarz był pracownikiem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zaznaczył, że nikt nie wywierał na niego żadnych nacisków, by zatrudnić Malarza. Jak dodał, osobiście poznał go dopiero w resorcie sportu.

"To był człowiek dobrze przygotowany do swoich zadań, prawnik" - ocenił Lipiec pytany przez szefa komisji śledczej Mirosława Sekułę (PO), czy o zatrudnieniu Malarza przesądziło doświadczenie kandydata jako wcześniejszego pracownika ABW, czy też inne umiejętności.

Czytaj dalej...


Lipiec podkreślał, że dwa razy pisał do ABW o oddelegowanie Malarza do pracy w resorcie sportu. Przyznał, że nie ogłoszono konkursu na stanowisko objęte przez Malarza. Dodał, że początkowo pełnił on funkcję p.o. dyrektora departamentu kontroli prawnej w MF.

Niezastosowanie procedury konkursowej wynikało - mówił Lipiec - z konieczności pozyskania w jak najkrótszym czasie pracownika, na którym mógł on, jako szef resortu sportu, polegać. Dodał, że brak takiej procedury w tamtym czasie "to był niestety nagminny zwyczaj we wszystkich resortach".

Tłumaczył, że decyzję o zatrudnieniu Malarza podjął na podstawie oceny wcześniejszej jego pracy. Jak mówił, Malarz wykonywał wcześniej kontrole w ośrodkach podległych MS. "Robił to dobrze i na tej podstawie przyjąłem go do pracy" - powiedział Lipiec.

"Od samego początku naszej współpracy nasze relacje były dobre. Przez bardzo długi okres miałem do niego zaufanie. Był to człowiek, który nie miał rodziny i prawie cały dzień spędzał w pracy, podobnie jak ja. Taki człowiek był potrzeby a nie urzędnik, który wychodzi z pracy za pięć czwarta" - tłumaczył swoją decyzję o zatrudnieniu Malarza.

Lipiec zeznał, że aplikacja Malarza na stanowisko dyrektora departamentu była jedyną zgłoszoną. Dopytywany przez Bartosza Arłukowicza (Lewica) odparł, że nie odniósł wrażenia, by ktoś mu "włożył" Malarza na stanowisko dyrektora departamentu prawno-kontrolnego.

"Wtedy sytuacja moja osobiście i resortu była trudna; byliśmy pod ogromną presją. Mnie wielokrotnie grożono. To było związane z przedłużającym się zawieszeniem zarządu PZPN i wprowadzeniem do niego kuratora. Te rzeczy oczywiście zgłaszałem - również poprzez pana Tomasza Malarza - do ABW" - powiedział, dopytany dlaczego jego zdaniem ABW uważała, że należy interesować się MS w taki sposób, by wydelegować do tego resortu swojego pracownika.

Lipiec stwierdził, że skierowanie szefa departamentu prawnego do zespołu minister finansów Zyty Gilowskiej, który pracował nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych, było "naturalne". Dodał, że w tamtym okresie MF dysponowało jednym legislatorem, który był zajęty innymi kwestiami.

Podkreślił jednocześnie, że przedstawiciel resortu sportu nie był stroną wiodącą w pracach zespołu Gilowskiej. "Poproszono nas do tego zespołu, bo chodziło o znalezienie środków na inwestycję sportową (NCS). Docenialiśmy to i oddelegowaliśmy szefa departamentu prawnego; to było dla mnie zupełnie naturalne" - powiedział Lipiec. Dodał, że sam podjął decyzję o wydelegowaniu Malarza do tego zespołu.

Zeznał, że Malarz przekazywał mu jedynie "ogólne uwagi" na temat pracy zespołów w MS i MF. "Usiedliśmy nad tymi projektami, dopiero wtedy, gdy oficjalnie się one pojawiły, czyli po przedłożeniu ich do uzgodnień międzyresortowych" - zaznaczył. Jak wyjaśnił były dwie koncepcje nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych - jedna ministerstwa skarbu a druga resortu finansów.

MSP opowiadało się m.in. za obniżeniem podatku od wideoloterii, ponieważ - wyjaśniał Lipiec - od kilku lat nie była wprowadzana żadna nowa gra i wpływy do Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej i Funduszu Promocji Kultury spadały. "MF podnosiło z kolei, że nie jest to (obniżenie podatku od wideoloterii) dobre rozwiązanie, bo wpływy do budżetu pojawią się dopiero po kilku latach" - mówił Lipiec. "Były dwa odmienne stanowiska dwóch o wiele większych resortów od tego, którym ja kierowałem i my pozostawaliśmy neutralni i nie zajmowaliśmy stanowiska" - zaznaczył.

Czytaj dalej...


Zeznał też, że rozmawiał kilkakrotnie z wiceministrami skarbu Paweł Szałamachą i wiceministrem finansów Marianem Banasiem na temat projektów. Jak mówił, z Jackiem Kalidą spotkał jeden raz tuż po objęciu przez niego funkcji prezesa TS. Jak mówił, wynikało to z faktu, że TS zasilał w stopniu większym niż budżet państwa budżet ministerstw sportu. "Rozmawialiśmy tylko o tym, że spadają wpływy do TS" - powiedział Lipiec.

Jak mówił, brał też udział w jednym lub dwóch spotkaniach u Przemysława Gosiewskiego, w którym uczestniczyli też Banaś i Szałamacha. Spotkania te dotyczyły rozbieżności między MSP i MF w sprawie nowelizacji ustawy o grach. Podkreślił, że on nie zajmował stanowiska w tym sporze. "Dla mnie najważniejsze było, by środki się pojawiły i projekt NCS mógł ruszyć" - zaznaczył.

Dodał, że również Gosiewski nie zajmował żadnego stanowiska w tych kwestiach, a jedynie "koordynował i moderował" spotkanie. Dodał, że na żadnym z tych spotkań "nikt nikogo nie przekonał, nie było twardych uzgodnień". Przesłuchanie Lipca zakończyło się po godz. 15. Trwało nieco ponad godzinę.