"To kłamstwa, bezczelne insynuacje" - mówił polityk PiS. "Cieszę się, że mnie jeszcze pan nie uderzył i nie oblał wodą" - jątrzył działacz lewicy.

"Pan już mnie oblał pomyjami, bezpodstawnie. Całkowicie nie mając zielonego pojęcia o czym pan mówi" - grzmiał zdenerwowany Romaszewski w audycji, która miała być poświęcona... prawom człowieka.

Zaczęło się niewinnie. PIerwszy zaatakował Romaszewski:


"Wasze przywiązanie do praw człowieka mnie wzrusza i zaraz się rozpłaczę. Dwa miliony ludzi z PGR-ów pozbawiono zajęcia, wyeliminowano ich i ich dzieci i nasza lewica ani słowa. Fajnie jest. Koszty transformacji" - kpił z Wenderlicha Romaszewski.

"Takiej niepamięci to ja dawno nie widziałem. Otóż gdy w 1993 roku SLD obejmowało władzę, pan przez cztery lata będąc już senatorem, dokładał rękę do likwidacji PGR-ów, do tego, że bezrobocie osiągnęło poziom trzech milionów. Wstydziłby się pan teraz..." - odpowiadał Wenderlich.

"To pan by się wstydził kłamać! Bo to już przechodzi ludzkie pojęcie, co pan mówi! To kłamstwa wszystko, wszystko bezczelne insynuacje!" - krzyczał Romaszewski.

Dalej było już naprawdę ostro. Prowadząca program zdawała się być bezsilna, a uczestnicząca w dyskusji Julia Pitera z PO w ogóle zamilkła:

Jerzy Wenderlich: Krzyczeć pan może w PiS-ie
Zbigniew Romaszewski: Tak, jeśli ktoś jest atakowany insynuacjami. Kochany komuchu, jesteś po prostu bezczelny
Jerzy Wenderlich: Oto poziom senatora Romaszewskiego. Słuchajcie państwo. Oto senator Romaszewski i poziom całego Prawa i Sprawiedliwości.
Zbigniew Romaszewski: Oto poziom posła SLD, który jest w stanie w oczy kłamać ludziom
Jerzy Wenderlich: Ciesze się, że mnie pan jeszcze nie uderzył. Cieszę się, że mnie pan jeszcze nie oblał wodą.