Bogdan Klich to ostatnio jeden z najczęściej krytykowanych ministrów. Premier ponoć już planował dymisję szefa MON, ale musiał najpierw odwołać Zbigniewa Ćwiąkalskiego z resortu sprawiedliwości. Opisana przez "Rz" sprawa finansowania Instytutu Studiów Strategicznych założonego przez Klicha, a prowadzonego przez jego żonę, może jednak przesądzić o losach ministra. DZIENNIK również ujawnił, że w MON szastają pieniędzmi i zamiast oszczędzać chcą kupić świąteczne kartki za pół miliona złotych.

>>> Przeczytaj, jak w MON dbają o pieniądze

"Tego typu informacje muszą być dobrze sprawdzone i ewentualne konsekwencje szybko wyciągnięte" - oznajmił wczoraj Zbigniew Chlebowski, szef Klubu PO. "Trzeba wyjaśnić, czy decyzje o sponsorowaniu fundacji zapadały, gdy Bogdan Klich był już konstytucyjnym ministrem, czy też wcześniej".

Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski (PO) łagodził: "Tę sprawę bada premier, ale nie sądzę, żeby doszło do złamania prawa i żeby ktoś posunął się do przekonywania jakiejś firmy do sponsorowania". Jednak w MON i wśród polityków pojawiły się informacje o szybkiej dymisji Klicha.

Premier ma bowiem jeszcze inne powody: minister ds. walki z korupcją Julia Pitera bada sprawę obsadzania kluczowych stanowisk w instytucjach wojskowych przez krakowskich działaczy PO i osoby związane z ministrem. Sam Klich ostatnio musiał się gęsto tłumaczyć, dlaczego w tak trudnej sytuacji budżetowej MON nie oszczędza, tylko podpisuje nowe kontrakty.

Nic dziwnego, że w politycznych kuluarach mówi się o ewentualnych następcach Klicha. Najczęściej wymieniany jest Paweł Graś, krakowski poseł PO. Mówi się też o Grzegorzu Dolniaku, wiceprzewodniczącym Klubu PO, członku Sejmowej Komisji Obrony, i Sławomirze Nowaku, ministrze w Kancelarii Premiera.

Nieoficjalnie politycy PO twierdzą, że premierowi nie opłaca się teraz dymisjonować Klicha. "Zostałoby to odebrane jako porażka kolejnego ministra. Lepiej poczekać" - ocenia polityk z władz partii.