Andrzej Dera mówi, że będzie stałym członkiem nowej komisji śledczej. "Osoba, która zapozna się z aktami, nie powinna być wymieniana. Nie jestem w tej komisji na jakiś czas" - powiedział Dera w TVN 24.

W ten sposób ucina wszelkie spekulacje na temat tego, że wydelegowano go do komisji na kilka tygodni potrzebnych do odzyskania przez Antoniego Macierewicza certyfikatu dostępu do tajnych dokumentów.

Sam Dera dodaje, że jego wybór wynikał poniekąd z konieczności, którą nazywa szantażem. "PiS zostało zaszantażowane, że jeśli nie wycofa kandydatury Macierewicza, to straci miejsce w komisji" - mówi Dera. "Dano nam do zrozumienia, że zgodnie z regulaminem Sejmu miejsce w komisji byłoby przekazane innemu klubowi, w tym przypadku PO".

Dziś w porannym bloku głosowań posłowie zdecydują o składzie komisji w sprawie porwania i śmierci Krzysztofa Olewnika. Po porannych głosowaniach odbędzie się pierwsze posiedzenie komisji, na którym zostaną wybrane jej władze.

Prezydium Sejmu skreśliło w czwartek w południe Antoniego Macierewicza z listy kandydatów do komisji, po tym jak zastrzeżenia do jego kandydatury zgłosiła PO. Wieczorem władze klubu PiS zdecydowały o wycofaniu kandydatury Macierewicza i zgłoszeniu Dery. Sam dera dodaje, że Antoni Macierewicz samodzielnie podjął decyzję o tym, żeby nie forsować jego kandydatury.