Kancelaria Prezydenta informuje, że na obchody wybiera się Lech Kaczyński, choć były naciski "z różnych środowisk", by do Huty Pieniackiej nie jechał. Pod podobną presją - pisze "Rzeczpospolita" - jest także prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko.

W środę lwowscy deputowani Rostysław Nowożenec i Ostap Kozak z bloku Julii Tymoszenko zaapelowali, by nie brał udziału w uroczystościach. Nowożenec żąda też demontażu pomnika polskich ofiar mordów w Hucie Pieniackiej. Państwowe radio we Lwowie informowało o uroczystościach "polskich szowinistów", którzy "kłamliwie oskarżają Ukraińców o mord w Hucie Pieniackiej".

Rzeczniczka prezydenta Ukrainy Iryna Wannikowa zapewniała „Rz”, że Wiktor Juszczenko przyjedzie do Huty. Ale jak dowiedzieliśmy się w Lwowskiej Obwodowej Administracji Państwowej, nie jest to wcale przesądzone.

Ukraińscy historycy negują udział UPA w zbrodni. "W dokumentach polskiego rządu emigracyjnego napisano, że 24 lutego 1944 r. pododdział niemieckiej policji przeszedł w pobliżu Huty i polska ludność, sądząc, iż to Ukraińcy, zaatakowała go. Zabili 6-8 policjantów. Po kilku dniach niemiecka policja zorganizowała odwet" - mówi "Rz" Mykoła Łytwyn, dyrektor Centrum Badań Stosunków Ukraińsko-Polskich we Lwowie.

"Z naszych ustaleń wynika, że sprawcami były dwa bataliony 4. Pułku 14 Dywizji SS Galizien. Pomagali im członkowie ugrupowań paramilitarnych z sąsiednich wsi i co najmniej jedna sotnia UPA" - ripostuje prokurator Waldemar Szwiec z krakowskiego IPN prowadzący śledztwo w tej sprawie.