Nie ma nabywców nawet na apartamenty w najwyższym w kraju wieżowcu Torre Lugono, który wzniesiono w Benidorm na Costa Blanca. Deweloper kusił luksusem, windami ze szkła oraz widokiem na turkusowe wody Morza Śródziemnego.
Reklama
Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Dziś, jak pisze „Wall Street Journal”, piwnice 128-metrowej wieży są zalane wodą, ogromne okna są zabrudzone, a w niektórych apartamentach wybiły toalety. Ostatnio mieszkańcy byli zmuszeni do kąpania się w publicznej łazience, bo zatkały się rury odpływowe. Ci, którzy podczas boomu kupili mieszkania, domagają się odszkodowania w wysokości 23,2 mln euro.
Zapaść na rynku nieruchomości to efekt kryzysu, który najmocniej uderzył w budownictwo – branżę, która była kołem zamachowym rozwoju hiszpańskiej gospodarki.
Ale stojące puste nieruchomości to niejedyne zmartwienie rządu w Madrycie. Większość domów i mieszkań została wybudowana za kredyty, które teraz trzeba spłacać. A nie ma z czego, bo większość nieruchomości była budowana z myślą o sprzedaży Brytyjczykom, Niemcom czy Holendrom. Ci jednak w ostatnich miesiącach mocno zacisnęli pasa. Jeśli długi nie zostaną spłacone, to w trudnej sytuacji znajdą sie banki.
„Cuando pensábamos que éramos ricos” (kiedyś myśleliśmy, że jesteśmy bogaci) – powtarzają teraz Hiszpanie.