Wizyta szefa naszego rządu nie mieści się w kanonach europejskiej dyplomacji. Zwykle przywódcy państw odwiedzają się w czasie urlopu, tylko gdy pozostają w niezwykłej zażyłości. Ale dla premiera Tuska stawka spotkania z katarskim szejkiem była zbyt wysoka, by zwracać na to uwagę. I dlatego zdecydował się na odejście od konwenansów. "W kulturze arabskiej istotny jest osobisty kontakt dla budowy zaufania na przyszłość. Temu właśnie służyła wielogodzinna rozmowa z premierem Kataru" - mówi DZIENNIKOWI rzecznik rządu Paweł Graś.

>>>Przyszłość ministra Grada zależy od Kataru

Sprzedaż stoczni zawisła na włosku pod koniec lipca. Katarski fundusz QInvest w ostatniej chwili odmówił przelania przeszło 300 mln zł za obie firmy. Dlaczego? Dostał od mało znanego Stowarzyszenia Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego list, z którego miało wynikać, że zakład w Szczecinie został przejęty przez państwo bezprawnie. Ale współpracownicy premiera obawiają się, że ostrożni Katarczycy w ogóle wycofali się z transakcji, uznając, że jest dla nich zbyt ryzykowna. Na razie udało się ich jedynie przekonać do niewycofywania wadium i zaakceptowania, w porozumieniu z Brukselą, nowego terminu zapłaty: 17 sierpnia.

>>>Są przecieki: Katarczycy nie kupią stoczni

Czy misja Tuska zakończy się sukcesem? "Premier Kataru obiecał pomoc. Na tyle, ile może. Ale trzeba pamiętać, że stoczni nie kupuje katarski rząd, tylko prywatny inwestor" - podkreśla Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego premiera. Jednak szejk może bardzo wiele. Jest czwartym kuzynem absolutnego władcy Kataru, emira Hamada bin Chalifaha Al-Thaniego, a jego syn kieruje radą nadzorczą QInvest. Dobrym sygnałem jest także to, że poświęcił dla Donalda Tuska wiele godzin i podjął go obiadem złożonym "z tradycyjnych dań katarskich".

Do spotkania obu polityków doszło nie w luksusowej willi szejka na Lazurowym Wybrzeżu, ale "na mieście". Pod naciskiem Katarczyków w oficjalnym komunikacie po rozmowach szefa polskiego rządu w Nicei kancelaria premiera nie wspomniała także o stoczniach.

Zachętą do zaangażowania się w deficytowe polskie stocznie już wcześniej miał być wieloletni kontrakt na zakup przez Polskę skroplonego katarskiego gazu. Teraz pakiet może być jeszcze większy. "Katarczycy są zainteresowani nawiązaniem długofalowej współpracy z Polską w wielu branżach. Chcą wziąć udział w prywatyzacji naszych zakładów. Zamierzają też skorzystać z polskich doświadczeń i wspólnie rozwinąć działalność w Europie Środkowej. Szczegóły będą dopracowywane w najbliższych tygodniach" - przekonuje Paweł Graś.

Aby nie pozostać gołosłownym, Tusk wziął ze sobą do Nicei ministra skarbu Aleksandra Grada. Czy to wystarczy, aby stocznie w Gdyni i Szczecinie zostały uratowane? Współpracownicy premiera zachowują ostrożność. "Poczekajmy do 17 sierpnia. Wtedy wszystko się okaże" - mówi rzecznik rządu.