"Już na początku lat 90., gdy badaliśmy groby w Charkowie, natrafiliśmy na ślady celowego niszczenia mogił. Te dokumenty potwierdzają nasze przypuszczenia, że sprawa zbrodni katyńskiej była przez lata przez władze sowieckie świadomie zamazywana i poddawana różnego rodzaju manipulacji" - mówi DZIENNIKOWI Andrzej Przewoźnik.

Ukraińcy zapowiedzieli przekazanie Polsce protokołów niemal natychmiast po tym, jak zdecydowano się na ich odtajnienie. "Będą to elektroniczne kopie dokumentów świadczące o tym, jak energicznie dążono do ukrycia śladów zbrodni katyńskiej. Zawierają one również nazwiska osób, które za tym stały" - tłumaczy Serhij Kokin. Jego zdaniem archiwalia, które otrzyma Polska, nie wniosą wiele nowego do badań nad zbrodnią katyńską. Mogą jednak dać wyobrażenie, jak działał sowiecki aparat bezpieczeństwa w tej sprawie.

Dokumenty, które mamy dostać, pochodzą z lat 1956-62. "Właśnie wtedy na Zachodzie zaczęto mówić otwarcie o zbrodni katyńskiej. To dla władz sowieckich najwyraźniej okazało się impulsem, aby zacząć zacierać ślady" - mówi Andrzej Przewoźnik. Ale nie chce przesądzać, czy IPN mógłby podjąć jakieś działania wobec osób odpowiedzialnych za próby utajnienia zbrodni.

Część dokumentów z czasów późniejszych dotyczących mordu katyńskiego Ukraińcy już umieścili w internecie (w poniedziałek opublikowała je jako pierwsza "Gazeta Wyborcza"). Wynika z nich m.in., że w 1969 roku ówczesny szef KGB Jurij Andropow nakazał zniszczenie części mogił polskich oficerów w Charkowie. Zostały one zasypane palonym wapnem. Późniejszy sekretarz generalny KPZR chciał w ten sposób zapobiec rozszerzeniu się informacji o dokonanej przez władze sowieckie zbrodni, gdyby przypadkowo ciała Polaków odkryły okoliczne dzieci. "Te dokumenty nie zmienią zasadniczo naszego wyobrażenia o tym, jak zostali zamordowani polscy oficerowie. Ale pomogą wyjaśnić wiele późniejszych wątków tragedii" - przyznaje Przewoźnik.

W przeciwieństwie do Ukrainy władze Rosji odmawiają przekazania Polsce archiwaliów dotyczących Katynia. Dlatego ujawnienie przez SBU dokumentów dotyczących zbrodni może być kolejnym elementem napięcia między Moskwą a Kijowem. Dziś prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew w liście do ukraińskiego prezydenta Wiktora Juszczenki oskarżył go o doprowadzenie do gwałtownego pogorszenia relacji między oboma krajami. Zapowiedział także, że do czasu styczniowych wyborów prezydenckich na Ukrainie nie wyśle do Kijowa rosyjskiego ambasadora.