"Pojawia się mocniejszy inwestor, z tego się cieszę, ale nie cieszę się przedwcześnie, bo nie wiemy, jak to zostanie sfinalizowane i czy zdążymy do 31 sierpnia. Chciałbym wierzyć, że tak się stanie" - tak o nowej ofercie wypowiadał się minister Grad. Ofertę otrzymał za pośrednictwem ambasadora Kataru.

>>>Grad: Jest nowy inwestor z Kataru

Minister pojawił się przed dziennikarzami po południu, kilka godzin po tym, jak stało się jasne, że mimo wcześniejszych zapowiedzi na konta Agencji Rozwoju Przemysłu nie wpłynęły pieniądze od innego katarskiego zwycięzcy przetargu na majątek stoczni - Stichting Particulier Fonds Greenrights.

>>>Zobacz jak rząd głosił stoczniowy sukces

Najpierw, przed południem, o ofercie usłyszał rząd. "Grad przedstawił kroki, jakie zamierza podjąć. Nie było emocjonalnie. Nikt się nie wypowiadał" - mówi jeden z ministrów. Ale ponieważ rozmowy z Katarczykami trwają, to jak podkreśla nasz rozmówca, na razie nie będzie wniosku do Komisji Europejskiej o przedłużenie mijającego z końcem sierpnia terminu na rozwiązanie problemu stoczni. Najpierw minister ma zbadać realność kolejnej oferty.

Nowy oferent to katarska agencja inwestycyjna. Aleksander Grad podkreślał wczoraj, że fundusz jest udziałowcem londyńskiej giełdy, banku Barclays i Porsche. Tym razem mówiąc o nowej propozycji, minister był jednak bardzo ostrożny.

Tym bardziej że sama operacja przejęcia oferty kupna stoczni nie jest prosta. Ponieważ zwycięzcą przetargu na majątek stoczni został Stichting Particulier Fonds Greenrights to od niego Qatar Investment Authority musi przejąć prawa do zakupu. Inaczej całą procedurę przetargową należy powtarzać od początku.

czytaj dalej


O przedstawicieli rządu można było wczoraj usłyszeć, że cała sprawa to rezultat niedawnego spotkania premiera Tuska z premierem Kataru.

Niespodziewana propozycja wywołała masę pytań: w co grają Katarczycy? "Można spekulować, że chodzi o tą sama ofertę składaną dwukrotnie w taki specyficzny sposób, który wzmacnia pozycję negocjacyjna drugiej strony, a osłabia pozycję rządu" - zastanawia się ekonomista profesor Witold Orłowski.

Zdezorientowani całą sytuacją są stoczniowcy. Informacje o kolejnej ofercie traktują podejrzliwie. Związkowcy z "Solidarności" chcą dymisji ministra skarbu.

Czy firmę, która nie zapłaciła za wygrany przetarg, spotka kara? Jeśli nowe rozmowy zakończą się fiaskiem, to przepadnie jej wadium - 8 milionów euro. Dodatkowo Agencja Rozwoju Przemysłu ma zastanowić nad możliwością dochodzenia odszkodowań od Stichting Particulier Fonds Greenrights.

czytaj dalej


p

Anna Gielewska: Czy ktoś jeszcze w PO wierzy w to, że uda się sprzedać stocznie?Sławomir Nitras*: Tak. Nie znam wszystkich faktów i szczegółów prowadzonych rozmów. Ale wiem, jaka jest wartość tego majątku. Jest kryzys, stocznie na świecie są w trudnej sytuacji. Jeśli ktoś chciałby to potraktować jako sposób na szybkie zarobienie pieniędzy, to takiej możliwości nie ma, bo zamówień na rynkach światowych na statki po prostu brak. Ale wierzę, że są ludzie, którzy będą w stanie potraktować to jako inwestycję długoterminową.

Na jakiej podstawie?
Kiedy Agencja organizowała przetarg to przecież katarczycy nie byli jedynym podmiotem, który się starał. Były też inne, ale oni po prostu zapłacili najwięcej. Myślę, że w sytuacji, jaką mamy, cena nie jest najważniejsza. Teraz jest rzeczą wtórną. Czy ktoś to kupi za 300, czy za 250 mln ma drugorzędne znaczenie. Bo ta cena to jest tylko część kosztów, najważniejsze jest utrzymanie produkcji, zatrudnienia ludzi. A to są koszty znacznie przewyższające koszt zakupu. Dlatego należy spróbować jeszcze raz, wziąć pod uwagę, że byli wcześniej inni oferenci. A niewykluczone, że znajdą się kolejni, to bardzo dobrze.

Tyle że na to trzeba czasu, którego nie ma. Nowego przetargu raczej nie uda się zrealizować w dwa tygodnie.
Nie uda się. Wszystko zależy od Komisji Europejskiej. Pani Neelie Kroes kończy kadencję. A w negocjacjach, które odbywają się w Brukseli, nie jest tajemnicą, że Francji i Niemcom w ogóle zależy na osłabieniu KE. Tu jest duża rola Polski, więc w negocjacjach mamy pewne szanse. Musimy wymusić na szefie KE zgodę na przedłużenie procesu. Tym bardziej że dzisiaj stocznie w odróżnieniu od sytuacji sprzed kilku miesięcy nie zaburzają żadnej konkurencji w Europie, bo nie produkują. My zrobiliśmy wszystko, co należało, nie naszą winą jest to, że inwestor się wycofał z powodów od nas niezależnych. Dziś są wszystkie argumenty, żeby szybko i twardo negocjować z komisją nowy przetarg.

czytaj dalej


A przez dwa tygodnie uda się przekonać komisję? Jest sezon urlopowy w Brukseli.
Jak najbardziej, sezon wakacyjny to żaden argument. Trzeba się zwrócić do komisji i rozmawiać. Myślę, że rząd powinien taką decyzję podjąć.

Co powinno stać się z ministrem Gradem? Dymisja?
To jest ważna decyzja, ale nie moja. Nie podejmuję się odpowiedzieć na to pytanie. To jest kompetencja premiera. Ja rozumiem jego słowa, które padły. Natomiast widzę pewne zagrożenia spowodowane tym, że odejście ministra w tym momencie niczego nie rozwiąże w sprawie stoczni. Przyjdzie następca i będzie musiał zaczynać wszystko od początku. Poza tym resort skarbu to nie tylko stocznie .Grad przedstawił bardzo ambitny plan prywatyzaji na najbliższe dwa lata, który ma duże poparcie wśród parlamentarzystów PO.. Jego odejście mogłoby tym planem zachwiać, a to byłaby bardzo zła wiadomość.

A czy PO nie za bardzo rozbudziła nadzieje, że uratuje stocznie? Na dodatek w apogeum kampanii wyborczej.
To nie były zapowiedzi wyborcze, tylko realizacja przetargu. Jeżeli ktoś myśli, że w ręku premiera znajduje się czarodziejska różdżka, to jest w błędzie. Świat wygląda inaczej i wszyscy racjonalnie myślący o tym wiedzą. Jako europarlamentarzysta wybrany m.in. w Szczecinie mogę powiedzieć, że temat stoczni nie miał nic wspólnego z moją kampanią wyborczą.

Czy autorzy listów mogli mieć wpływ na decyzję inwestora?
Nie wiem, jakie były powody tej rezygnacji. Ale myślę, że nie sam list, ale atmosfera, jaka się wokół stoczni wytworzyła, mogła mieć na to wpływ. Te listy pisali ludzie związani z Radiem Maryja. A cała ta atmosfera rozszalałych związków zawodowych, polityków krzyczących pod bramą -- to wszystko mogło inwestora zniechęcić.

*Sławomir Nitras, członek zarządu PO, europoseł ze Szczecina