Anna Wojciechowska: Poraził pana raport Julii Pitery?
Sławomir Nowak*:
Nie. To nie o to chodziło. Pani minister przeanalizowała na polecenie pana premiera całość wydatków z kart kredytowych. Żeby uporać sIę z problemem dysponowania tymi kartami, trzeba było najpierw pozyskać wiedzę. I ten raport miał temu służyć. Dlatego pani minister wykonała swoją pracę odpowiednio.

Ale nie tak miało być. Minister zapowiadała, że ujrzymy jakiś przerażający obraz nadużyć. Gdzie on jest?
To nie są rzeczywiście dowody zbrodni pod tytułem: wyłudzanie publicznych pieniędzy.

Czyli minister się skompromitowała?
No nie, trzeba przykładać jakąś miarę. Gdyby to były zbrodnie, to prokuratura dawno by się nimi zajmowała. Pani minister miała inne zadanie: pokazać nadużycia przy korzystaniu z kart płatniczych. Chodzi tu o samą mentalność ludzi, którzy nie rozdzielają rzeczy publicznych od prywatnych. Używanie kart do celów prywatnych jest nadużyciem.

Zgadza się. Tyle że minister mówiła o bizantyjskich zwyczajach. Rozumiem, że chodziło o zakup dorsza za 8,16 zł?
Nie, to jest śmieszne, sytuacja jak wyjęta z "Misia".

Równie śmieszne może być to, że minister zapowiada wielki raport, po czym pół roku później czytamy, że chodziło o dorsza.
Od początu mówiłem, że ten raport nie będzie dowodem zbrodni PiS-owskich.

I dlatego baliście się w ogóle to publikować?
Nie. To pani minister decyduje o tym, co i kiedy publikuje, jeśli chodzi o swoją działalność.

Zatem Julia Pitera sama wstydziła się swego raportu?
Proszę mnie nie naciągać na takie ocenienie. Sama pani minister obroni ten raport przed wami.

* Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego premiera