Dziennik.plPolityka

Niedziela, 27 maja 2012

Imieniny: Jana, Juliusza, Radowita

Internauci piszą do Tuska. Nie chcą debatować na salonach

2012-02-05 | Ostatnia aktualizacja: 19:33 | Komentarze: 138 | skomentuj
Protest przeciwko ACTA

Protest przeciwko ACTA Fot. Andrzej Hrechorowicz / Polska Agencja Prasowa

Organizatorzy Improwizowanego Kongresu Wolnego Internetu m.in. Fundacja Panoptykon, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, a także liderzy lokalnych protestów przeciw ACTA nie zjawią się w poniedziałek w Kancelarii Premiera na debacie ws. tego porozumienia.

Pogoda

POLSKA

Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Doceniamy próbę włączenia się rządu w obywatelską debatę dotyczącą wolności i praw w internecie. (...) Jednak w świetle kontrowersji, jakie narosły wokół tematu ACTA, uważamy, że warunkiem niezbędnym do prowadzenia tej debaty w sposób uczciwy jest jej pełna jawność i otwartość - napisali w niedzielnym liście do premiera Donalda Tuska internauci uczestniczący w Kongresie.

Prezes Fundacji Panoptykon Katarzyna Szymielewicz powiedziała PAP, że pod listem do szefa rządu podpisała się zdecydowana większość organizacji, które przez ostatnie dwa lata rozmawiały z rządem na temat regulacji dotyczących internetu, a także aktywni internauci organizujący protesty przeciwko ACTA.

Wśród nich poza Panoptykonem, Helsińską Fundacją Praw Człowieka są: Fundacja Nowoczesna Polska, Fundacja Wolnego i Otwartego Oprogramowania, Internet Society Poland i Polska Grupa Użytkowników Linuksa oraz Centrum Cyfrowe Projekt:Polska.

W weekend przedstawiciele tych organizacji spotkali się podczas Improwizowanego Kongresu Wolnego Internetu, by rozmawiać m.in. o strategii działania w obronie wolności w internecie. Część osób, które odrzuciło zaproszenie do KPRM zamierza jednak włączyć się w poniedziałkową debatę w KPRM za pośrednictwem internetu.

Część osób zamierza pójść wiecować pod Kancelarię Premiera, części nie będzie w ogóle w Warszawie, a część na pewno będzie brała udział (w debacie - PAP) na Twitterze - podkreśliła szefowa Panoptykonu.

Sygnatariusze listu do Tuska piszą, że nie można toczyć uczciwej debaty w sytuacji asymetrii informacyjnej. Tłumaczą, że zapowiedź zawieszenia ratyfikacji ACTA jest dla nich niezrozumiała, bo nie wiedzą, jakie konkretnie kroki rząd ma w tej sprawie na myśli.

Obecnie tylko rząd zna precyzyjnie znaczenie traktatu ACTA, bo treść niejasnych postanowień (np. +skala handlowa+ czy +piractwo+) wyjaśnią dopiero niejawne dziś stanowiska negocjacyjne państw biorących udział w procesie tworzenia ACTA - zwracają uwagę organizatorzy Kongresu.

Jak podkreślili niezbędnym warunkiem toczenia dalszej debaty na ten temat na poziomie globalnym jest oficjalna publikacja wszystkich dokumentów. Internauci domagają się od premiera konkretnych działań, które potwierdzą polityczne deklaracje o zawieszeniu ratyfikacji.

Według nich takim krokiem powinno być przyjęcie przez klub parlamentarny PO jasnego stanowiska w sprawie ACTA, które - ich zdaniem - będzie również miało wpływ na postawę posłów Parlamentu Europejskiego. Bojkotujący spotkanie z Tuskiem narzekają na brak jasności jeśli chodzi o stosunek rządu do propozycji wysłania wniosku do Trybunału Sprawiedliwości UE o wydanie opinii, czy ACTA jest zgodne z prawem europejskim oraz prawami człowieka.

Sygnatariusze listu do premiera zapraszają w swoim piśmie premiera i jego gabinet do wzięcia udziału w debacie, która dzięki zaangażowaniu społeczeństwa już się rozpoczęła. Wskazują jednak, że nie zastąpi ona realnych konsultacji społecznych.

Organizacje zrzeszające aktywnych internautów oceniają, że dotychczasowe konsultacje były zamknięte i nietransparentne, a sposoby ich prowadzenia przez rząd nie sprawdziły się.

Spotkania na salonach, organizowane z dnia na dzień, nie zastąpią realnych narzędzi udziału społeczeństwa w procesie stanowienia prawa. Oczekujemy, że rząd zaproponuje taką formułę konsultacji, która zapewni całemu społeczeństwu udział w dyskusji - skonkludowali internauci.

Dlatego organizatorzy Improwizowanego Kongresu Wolnego Internetu nie pojawią się budynku Kancelarii Premiera osobiście. Liczymy na to, że głosy uczestników spotkania transmitowane za pośrednictwem mediów elektronicznych będą w należyty sposób reprezentowane - brzmi zakończenie listu do szefa rządu.

Debata o umowie ACTA ma się rozpocząć w poniedziałek po południu. Do udziału w niej zostali zaproszeni przedstawiciele środowisk twórczych, sektora pozarządowego, przedsiębiorcy, dziennikarze, naukowcy, eksperci, blogerzy oraz działacze społeczni. W niedzielę po południu CIR poinformowało, że na debatę zaprasza też 100 obywateli.

PAP Źródło: PAP
Wypowiedzi: 138
1 2 3 4 ... 14 starsze
  • ~Polak2012-02-13 15:02

    Witam , ludzie jeszcze troche to za powietrze karzą nam płacic , robią z nami co chca okradają nas na naszych oczach , a sami sie wożą , super samochodami itd
    szukają oszczędnosci , proszę was , banda złodzeji od siebie niech zaczna oszczedzac , tylko sie kłoca, oskarzaja i wysyłaja pozwy do sądu ,
    Dosć tego po co tyle w tym rządzie posłów , w rzadnym panstwie nie ma tylu posłów tylko u nas w polsce , senat do szczescia nam potrzeby tylko pieniadze biora
    i nic po za tym , polska jest bogatym krajem skoro placi politykom takie pieniadze o ktorych nam sie nawet nie sni, a ludziom 1200 zl wyplata najniższa
    i co to ma byc ,jałmuzna , cena ropy na zachodzie spadła , ale u nas ciagle rosną , bo jest okazja , wiec czemu nie , gaz prad jest stosunkowo zblizony do cen
    unijnych , w sumie wszystko juz prawie równe , oprócz pensji,
    Jesli teraz nic nie zrobimy to popłyniemy , i bedzie tylko bogacz i biedak , Plan emerytlany podnies oczywiscie
    wyobrazmy sobie pania 66 lat w super markiecie albo albo pracujacą w gastronomi jako kelonerka . zenada , Gdzie obietnice Tuska zmniejszyc liczbe posłów , rozwiązać
    senat , wszystko było pod publike tylko i nic wiej ,Tusk zaczynał od kłamstwa i tak kłamie nas do teraz . tumania nas tylko , osioł jeden wysłowic sie nie umie
    , ludzie wyjeżdzaja z polski na zachód , i wcale sie nie dziwie , sami do tego nas zmuszaja, w polsce juz nie da sie godnie życ , za to co nam płaca
    smiechu warte grosze , nie wspomne o Zusie , hehe, takie pałace stawiaja sobie a ludziom na lekarstwa brakuje , jeszcze trroche to bedziemy płacic za wszystko ,
    wiec sie pytam po co nam zus , jak wiekszosc tylko prywatnie sie załatwi bo na kase chorych to pół roku trzeba czekac a itak czesto sie nic nie załatwi
    My jako polacy to nie wiemy 80 % co sie dzieje dokladnie ,wiemy tylko to co sie uda dziennikarzom wychwycic , i to jeszcze nie zawsze bo tuszuja wiekszosc informacji
    Polska juz jest sprzedana , TO JEST TYLKO NAMIASTKA TEGO CO CHCE WAM PRZEKAZAC ,!!!
    WIEC APELUJE DO WAS ZRÓBMY COS BO NAS ZE SZMACĄ DO KONCA

  • ~internauta2012-02-08 14:32

    Nie chca na salonach, bo tam smierdzi szatnia trampkarzy.

  • ~baj2012-02-07 19:56

    Tusk najpiew grozi- a pózniej przeprasza. Daliscie sie nabrać wszzyscy młodzi ludzie na tuskomana ale maska juz opadła. I dojrzeliscie prawdziwe oblicze.

  • ~ogrodnik2012-02-07 11:03

    ściąganie filmów i piosenek z TV i RADIO to też piractwo !!!
    jeśli załóżmy kupię różę z licencj,ą a później zaszczepię, ew. ukorzenię to ...

    też jestem ZŁODZIEJEM ???

  • ~korp442012-02-07 01:04

    Zdrajca tusk sprzedaje Polskę w taki oto sposób :
    Przegłosowali genetyczną modyfikacje roślin i bardzo im na tym zależało.
    Gdyby nie sprzeciw zorientowanych Polaków i weto byśmy mieli na polach amerykańskie rośliny.
    Ustawa GMO była przekazana tak jak ACTA w podobnym okresie.
    Połączenie obu umów dało by wielkim korporacją amerykańskim kontrole i władze na naszymi polami.
    Ponieważ zapylane były by wszystkie uprawy wbrew woli właściciela za sprawą natury.
    Koncerny takie jak Monsanto zakładały by procesy za używanie ich opatentowanych roślin znajdując choć niewielką ilość swoich roślin na czyimś polu.
    Były by dwie drogi wyboru albo pracujesz dla nich albo płacisz ogromne kary za użycie patentu.

  • ~ekonom2012-02-06 18:27

    juz mi sie zygac chce jak ciagle czytam o acta

  • ~Wyksztalcone polglowki2012-02-06 17:53

    sa naprawde zalosne...Wciaz naiwnie wierza w jakas "rozmowe z rzadem"..."Lubu dubu, lubu dubu Prezes naszego klubu niech zyje nam" Tusk to na was z gory za przeprszniem...

  • ~Rząd wprowadza ACTA tylnymi drzwiami2012-02-06 15:25

    KTO ZASTAWIA SIECI?
    Gdy na początku listopada 2011 roku w tekście „RZĄD WPROWADZA CENZURĘ INTERNETU” zwracałem uwagę, że za kilkanaście tygodni grupa rządząca uzyska ustawowe narzędzie cenzury Internetu, świadomość tego zagrożenia podzielała zaledwie część użytkowników sieci, a sprawę zgodnie przemilczały rządowe przekaźniki. Możliwość głębokiej ingerencji w treści internetowe przewiduje bowiem rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz ustawy kodeks cywilny.
    Nowelizacja wprowadza dodatkowy rozdział 3a w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Opisuje on „procedurę powiadomienia i blokowania dostępu do bezprawnych informacji”. Odtąd każdy, kto „posiada informację o bezprawnych treściach zamieszczonych w sieci Internet” będzie mógł zwrócić się do usługodawcy internetowego z wnioskiem o zablokowanie takiej informacji. O tym, co podlega pod definicję „informacji bezprawnej” decyduje wnioskodawca, zaś usługodawca może, choć nie musi przychylić się do jego wniosku. Przepis skonstruowano w taki sposób, by rolę cenzora spełniał administrator portalu internetowego. Ten zaś zawsze może się tłumaczyć, że zablokował informację ponieważ uzyskał wiarygodną wiadomość, że zawiera ona „treści bezprawne”. Włączony do ustawy rozdział 3a, jest w pełni autorskim pomysłem rządu Donalda Tuska. Przywołana w uzasadnieniu nowelizacji unijna Dyrektywa 2000/31/WE nie zawiera bowiem procedury blokowania informacji, pozostawiając jej określenie państwom członkowskim. Co istotne – w unijnych przepisach procedura blokowania dotyczy „informacji, które naruszają prawa lub przedmiot działalności uprawnionego” i odnosi się wyłącznie do utworów chronionych prawem autorskim. Rząd Tuska w oparciu o te przepisy dokonał interpretacji rozszerzającej i wpisał do ustawy procedurę umożliwiającą blokowanie wszystkich „bezprawnych informacji” - uzurpując sobie przy tym prawo decydowania co jest lub nie jest taką informacją.
    Grupa rządząca nie potrzebuje zatem podpisywać żadnej „umowy ACTA”, by uzyskać identyczny efekt blokowania treści internetowych pod pretekstem „ochrony praw autorskich”. Ta nowela nie spotkała się jednak z zainteresowaniem mainstreamu i „środowisk pozarządowych”. Przeciwnie – wskazywany dziś przez właścicieli Salonu24 jako uczestnik protestu pan Piotr Waglowski, opublikował wówczas polemikę z moim tekstem, w której dowodził, że w zamysłach rządu „nie chodzi o cenzurę internetu, a o procedurę notice and takedown”, o zabezpieczenie praw osób pomówionych, znieważonych i o ochronę praw autorskich. Zamieszczam link do tej polemiki i interesujących wypowiedzi pana Waglowskiego na moim blogu. Należałoby zapytać: na czym polegają różnice między propozycjami rządowymi, a treścią porozumienia ACTA, że wywołują dziś tak zdecydowaną reakcję? Z jednej strony mamy przecież do czynienia z realnym zagrożeniem, ujętym już w ramy istniejącej regulacji ustawowej, z drugiej z zapisami które nie odnoszą się do konkretów i wymagają dopiero przyjęcia określonych przepisów. Jeśli obecnie wskazuje się, że po podpisaniu ACTA „każdy właściciel strony internetowej będzie musiał kontrolować wszystko, co się na niej dzieje” , że „inwigilacji podlegać będą głównie linki, prowadzące do treści, które będą łamać prawo w nowym wymiarze, czy zamieszczanie filmików, które mogą zawierać w tle melodie "obarczoną prawem autorskim" – czym różnią się te zagrożenia od proponowanych przez rząd zapisów nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną?
    Warto mieć świadomość, że środowiska włączone w obecny protest nie wykazywały sprzeciwu, gdy dochodziło do rzeczywistych zagrożeń dla wolności słowa a grupa rządząca dążyła do coraz ściślejszej kontroli internautów.
    Nie przypominam sobie wystąpień np. w listopadzie 2009 roku, gdy ABW przejęła kontrolę nad NASK - najważniejszą instytucją polskiego internetu, zajmującą się m.in. przydzielaniem polskich domen i technologicznym zarządzaniem polską częścią sieci. To wówczas minister nauki Barbara Kudrycka mianowała na stanowisko dyrektora NASK czynnego pułkownika ABW Michała Chrzanowskiego - byłego dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Teleinformatycznego i Informacji. Nie pamiętam sprzeciwów w czerwcu 2010 roku, gdy w MSWiA powstała „grupa robocza” mająca opracować zmiany do nowelizowanej ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Przewidywały one możliwość „zdalnego i niejawnego przeszukania informatycznych nośników danych”. Dane te miałyby być gromadzone przez pięć lat, a Policja bądź ABWA mogłyby dowolnie sprawdzać aktywność poszczególnych użytkowników sieci nawet bez formalnych podejrzeń w stosunku do inwigilowanych osób. Nikt też nie wiedziałby, kiedy i wobec kogo takie sprawdzanie się odbywa.
    W tym samym czasie decyzją Urzędu Komunikacji Elektronicznej rozpoczęto „spis powszechny” wszystkich polskich internautów, w ramach którego tzw. providerzy internetu zostali zobowiązani do przekazania danych swoich abonentów. Choć jako oficjalną przyczynę spisu wskazano „rozpoczęcie procesu analiz lokalnych rynków usług dostępu szerokopasmowego do Internetu”, nie ma żadnej pewności, że uzyskane tą drogą dane nie zostaną wykorzystane przez służby podległe rządzącym i nie posłużą do inwigilacji użytkowników Sieci.
    Nie słyszeliśmy też protestu wobec zapowiedzi Bronisława Komorowskiego o „monitoringu mediów” w październiku 2010 roku . Wspólnie z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji lokator Belwederu planował wówczas objęcie stałym monitoringiem materiałów dziennikarskiech, w celu poszukiwania w nich tego „co budzi wątpliwości” i tego „co jest właściwe". Pretekstem do podjęcia tych działań miała być „chęć przeciwdziałania agresji w polityce". Troska mainstreamowych dziennikarzy dotyczyła jednak (niezbyt mądrej) propozycji PiS-u monitorowania internetu pod kątem tekstów nawołujących do popełnienia przestępstwa. Wprawdzie zgłoszony tuż po politycznym morderstwie w Łodzi projekt nie miał nic wspólnego z ingerencją w treści publikacji internetowych, a tym bardziej z ich cenzurą - pan Igor Janke opublikował wówczas żarliwy tekst, w którym nawiązując do propozycji PiS-u straszył nas groźbą cenzury internetu i nawoływał do „bicia na alarm”.
    Głosu obrońców wolności zabrakło natomiast, gdy Bronisław Komorowski jako pierwszą inicjatywę ustawodawczą zgłosił nowelizację ustawy o stanie wojennym oraz o kompetencjach Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych, zaś Sejm uchwalił ją we wrześniu 2011 roku. Zawiera ona nieokreśloną definicję „cyberprzestrzeni” i przewiduje możliwość wprowadzenia stanu wojennego lub wyjątkowego na wypadek „działań w cyberprzestrzeni, które nie może być usunięte poprzez użycie zwykłych środków konstytucyjnych”. Gdy w czerwcu i wrześniu 2011 roku opisywałem skutki tej inicjatywy – niewielu odbiorców zdawało się podzielać obawy związane z nowelą.
    Być może dostrzegli je dopiero dziś, gdy szef BBN-u Stanisław Koziej w odpowiedzi na „ataki” w sprawie ACTA oznajmił: „Jeśli ataki hakerów zakłócą życie publiczne i na masową skalę nie będą mogły działać instytucje rządowe, wtedy trzeba będzie zastanowić się nad koniecznością wprowadzenia stanu wyjątkowego”. Zapewnił przy tym, że środowisko Bronisława Komorowskiego nadal „pracuje nad kwestią bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni” – czego efektem mają być kolejne propozycje prezydenckich „ekspertów od bezpieczeństwa”.

    W związku z obecną kampanią, w pełni kontrolowaną przez rządowe przekaźniki, pojawia się pytanie: czy nie jest tak, że sztucznie wywołany szum medialny (zakończony być może jakąś formą spektakularnego „kompromisu”) ma w istocie osłaniać podjęcie rozwiązań prawnych służących ściślejszej cenzurze sieci internetowej?
    Czy nie mamy do czynienia z sytuacją podobną do tej z początków 2010 roku, gdy Donald Tusk organizował kontrolowaną „debatę” z koncesjonowanymi internautami i obwieszczając ich zwycięstwo zapowiadał wycofanie rządu z zapisów ustawy o grach, wprowadzających tzw. Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych? Nie ucichły jeszcze echa owej „debaty”, gdy grupa rządząca zgłosiła kolejne projekty w ramach „ochrony cyberprzestrzeni”.
    Czy – wreszcie – dostatecznym uzasadnieniem obecnej kampanii nie jest zapowiedź prezydenckiego szefa BBN-u o przedłożeniu przez środowisko Bronisława Komorowskiego „różnych, praktycznych rozwiązań systemowych, organizacyjnych, czy też technicznych, które będą uodparniać system kierowania państwem na zagrożenia w cyberprzestrzeni”?
    Mając na uwadze skład „gremiów eksperckich” pracujących nad tzw. strategicznym przeglądem bezpieczeństwa narodowego oraz dotychczasowy kierunek propozycji tego środowiska - możemy być pewni dwóch rzeczy: osławione umowy ACTA w porównaniu z „rozwiązaniami systemowymi” Komorowskiego będą wyglądały niczym deklaracja wolności, a ich wprowadzeniu będzie towarzyszyło milczenie dzisiejszych uczestników protestu.
    Aleksander Ścios

  • ~Magda2012-02-06 14:20

    jestem dumny z MŁODYCH POLAKOW CHODZ PUZNO ALE SIE OBUDZILI JESZCZE ZEBY POMOGLI W SPRAWIE TEGO WIEKU EMERYTALNEGO BO JEST DUZO MLODYCH BEZROBOTNYCH LUB SMIECIOWYCH A DZIADKI PRACUJA

  • ~ZA RODINU2012-02-06 14:00

    TUSK-- NIE STRASZ-- NARODU I MLODZIEZY-- bo PO- I TWOJ -Rzad- pod kiji -- osad- ; A to Sad Najwyzszy Narodowy-- nawet nie zagrasz na LACE-- bo PO- GONIA CIE -- ZAJACE ? ACTA- Sprzedajesz Polakow-- SWOLOCZ ?

1 2 3 4 ... 14 starsze

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Wiadomości Polityczne

    «