Kolejne sposoby to blokowanie inwestycji i mnożące się próby przycinania pensji wójtom i burmistrzom. Temperatura przedwyborcza zaognia się, jak w piekle. I tym mniejsza szansa na kompromisy między lokalnymi włodarzami. Niestety w większości tego typu konfliktów najbardziej ucierpią mieszkańcy.

Przedwyborcza potyczka już zdążyła zablokować budowę drogi łączącej autostradę A4 z drogą krajową 94. Kilka samorządów: miasto Bochnia, gmina Rzezawa, powiat bocheński i urząd marszałkowski przyjęło wspólne stanowisko w sprawie przebiegu trasy. W tej sprawie porozumiały się nawet z GDDKiA i PKP. Teraz, jak twierdzą władze powiatu bocheńskiego, cała inicjatywa może zostać zaprzepaszczona przez wójta niewielkiej gminy Bochnia, któremu nie podoba się zaproponowany wariant przebiegu trasy i forsuje swój.

„Apelujemy do Pana Wójta o nieblokowanie tak ważnej dla Bochni i powiatu bocheńskiego inwestycji, ponieważ mieszkańcy nie powinni czekać na ten łącznik przez kolejne 30 lat, tylko z powodu ambicji jednego lokalnego polityka” – stwierdza starostwo powiatowe w oficjalnym komunikacie. Dodaje, że „nie bez powodu temat łącznika Pan Wójt Jerzy Lysy odświeża przed zbliżającymi się wyborami”.

Wójt odpiera zarzuty. – Obecny starosta i burmistrz miasta Bochnia próbują zrzucać na mnie odpowiedzialność za to, że przez tyle lat nie udało się im wybudować łącznika według ich wersji. Skoro jeden z rozpatrywanych wariantów przebiegu trasy uwzględnia teren naszej gminy, stałem się automatycznie stroną postępowania administracyjnego. Dlaczego mam nie opowiadać się za wariantem korzystnym dla mojej gminy i popierać wariant gorszy, nielogiczny i droższy? – pyta wójt. A mieszkańcy chyba faktycznie nieprędko doczekają się nowego połączenia z autostradą.

Na radykalny krok zdecydowało się Strzelno leżące w powiecie mogileńskim (Kujawsko-Pomorskie). Samorządowcy nie mogli dojść do porozumienia, czy rozbudować szpital w Strzelnie, czy w oddalonym o 20 km Mogilnie. W końcu padło na to drugie miasto. Na wieść o tym władze Strzelna stwierdziły, że... w proteście przeniosą administracyjnie gminę do sąsiedniego powiatu inowrocławskiego. – Jesteśmy po konsultacjach społecznych w tej sprawie. Na 27 spotkań podczas 25 zapadła decyzja za odejściem – opowiada DGP burmistrz Strzelna Ewaryst Matczak. Ale przed jego gminą jeszcze długa droga. Radni muszą przyjąć stosowną uchwałę, na przyjęcie musi się zgodzić powiat inowrocławski, a całość zatwierdzić minister administracji. Ale burmistrz Matczak jest zdeterminowany. – Szpital w Strzelnie miał być i jest szpitalem wiodącym. Radni z Mogilna chcieli zabłysnąć przed wyborcami, przenosząc inwestycję do siebie – mówi.

Właściwie nie ma dziś w Polsce wójta, który może spać spokojnie. W toku przedwyborczej rywalizacji często popadają w konflikt z radnymi. Sęk w tym, że ci drudzy mają w swoich rękach potężny oręż – mogą uderzyć wójta po kieszeni. Uchwały w sprawie zmniejszenia pensji wójtom podejmowane są z reguły tam, gdzie stosunkowo łatwo taką decyzję podjąć – a więc w niewielkich gminach. Tak było np. w sąsiadującej z Radomiem gminie Wolanów (obniżenie wynagrodzenia o 3 tys. zł), podlaskiej gminie Płaska (o 3 tys. zł) czy gminie Jastrząb na Mazowszu (obniżka o ok. 6 tys. zł i cofnięcie limitu kilometrów na jazdy lokalne wynoszącego 300 km miesięcznie).

Argumentacja z obu stron jest zazwyczaj taka sama: radni mówią o fatalnej sytuacji finansowej gminy, a wójtowie sugerują, że padli ofiarą politycznego spisku. W niektórych przypadkach interweniować musi wojewoda. W lutym wojewoda mazowiecki unieważnił uchwałę radnych gminy Kowala, którzy obniżyli pensję wójta o 2 tys. zł. W przesłanym do gminy rozstrzygnięciu nadzorczym wojewoda stwierdził, że zarzuty sformułowane są w sposób „ogólny i niekonkretny”, a decyzja o obniżce wynagrodzenia wójta „nosi znamiona dowolności i arbitralności”. Jak stwierdził w rozmowie z nami jeden z samorządowców: – Walka trwa, przetrwają najsilniejsi, a potem się nieco uspokoi. Aż do następnych wyborów.