Państwowa Komisja Wyborcza odrzuciła sprawozdanie finansowe Polskiego Stronnictwa Ludowego za 2013 r. Ludowcy złożyli do Sądu Najwyższego skargę na tę decyzję. Czekamy na rozstrzygnięcie. Czy PSL powinno stracić subwencję?

Ustawa reguluje tę kwestię jednoznacznie: partia polityczna może gromadzić środki jedynie na kontach należących do partii. Koniec. Z punktu widzenia litery prawa: tak, PSL popełniło błąd, a PKW nie mogła podjąć innej decyzji. Ale pozbawienie partii subwencji na trzy lata to zbyt sroga kara w stosunku do skali przewinienia.

PSL tłumaczy się, że konto to samowola jednego z działaczy, a kwota, która na nim była, jest stosunkowo niewielka. Chodzi o 17 tys. zł.

W tego typu przypadkach Sąd Najwyższy nie pochyla się nad meritum sprawy, tylko nad rozstrzygnięciem, czy w świetle przedstawionych dokumentów PKW miała prawo podjąć taką decyzję. Faktem jest, że na osobnym koncie poza oficjalnym, partyjnym, zbierano pieniądze i komisja nie mogła podjąć innej decyzji.

Ale idąc tym tropem, przeciwnicy partii mogliby się do niej zapisać, w jej imieniu założyć konto, zebrać kilkaset złotych i przez to doprowadzić ugrupowanie do bankructwa.

Przed tym można się zabezpieczyć. Działacze PSL tłumaczyli to tak: skarbnik opracował regulamin dotyczący finansów partii, a jeden z jej członków się do niego nie dostosował. W finansach PiS najważniejsza była centralizacja zarządzania finansami i bezwzględne egzekwowanie przyjętych procedur. W terenie można zatrzymać maksymalnie tysiąc złotych w pogotowiu kasowym. A na każdy wydatek powyżej tysiąca złotych skarbnik partii musiał wyrazić zgodę, co rzecz jasna tworzyło napięcia i sprawiało, że skarbnik, a w trakcie wyborów również pełnomocnik finansowy, był znienawidzony przez wszystkich. Każdy w partii, kto chciał wydać poważniejszą kwotę, musiał z nim rozmawiać. Organizacyjnie było to uciążliwe, ale efektywne. Dowodzą tego prawidłowe rozliczenia wydatków PiS w kolejnych latach.

Nie wiem, jak było z tym założeniem konta PSL, bo przecież to nie może być tak, że ktoś otwiera konto w czyimś imieniu bez jego wiedzy. Najwyraźniej tam nie zadziałały procedury.

Dlaczego dopiero teraz te nieprawidłowości wychodzą na jaw?

Terminy są zapisane w ustawie.

Ale przecież prawo daje PKW sześć miesięcy na decyzję dotyczącą przyjęcia sprawozdania partii.

Proszę pamiętać, że partie składają je do końca marca roku kolejnego. Później PKW ma sześć miesięcy na podjęcie decyzji. Pewnie po drodze wymieniali jeszcze jakieś pisma i zrobił się koniec roku.

Załóżmy, że Sąd Najwyższy podtrzyma decyzję PKW.

PSL traci wtedy trzyletnią subwencję począwszy od pierwszego kwartału następującego po kwartale, w którym sąd podjął decyzję.

Zostawmy PSL. Jakie błędy partie najczęściej popełniają przy rozliczeniach finansowych?

Najczęstszym błędem jest wydanie choćby złotówki na cele niebędące celami statutowymi partii. W 2010 r. po kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego, gdzie wydaliśmy 15 mln zł – PKW odrzuciła mi sprawozdanie. Około osiem tysięcy złotych zdaniem PKW wydaliśmy niezgodnie z regulacjami, dokonując zwrotów osobom fizycznym pracującym w sztabie kampanii za drobne wydatki (kwiaty, telefon komórkowy itp.) uregulowane wcześniej przez nich gotówką lub kartami płatniczymi.

Te zakwestionowane wydatki musiały zostać zwrócone, ale gdybym zrobił to ze środków partii, naraziłbym ją na zakwestionowanie tych wydatków z uwagi na cel inny niż statutowy i problem miałby swój ciąg dalszy. Dlatego wyrównałem to ze swoich pieniędzy. Kodeks wyborczy mówi jasno, że za zobowiązania finansowe partii czy komitetu odpowiada pełnomocnik finansowy. I to swoim majątkiem. Dlatego w partii niesłychane znaczenie ma budowa planu kont.

Partia ma wiele rachunków bankowych. Dlaczego?

Ze względu na transparentność przepływów finansowych. Jest konto bieżące, z którego załatwia się bieżące sprawy. Jest też oddzielne konto Funduszu Wyborczego, które działa permanentnie. Ale to jest rachunek celowy, z którego pieniądze można wydawać tylko na kampanię wyborczą. Odrębne rachunki komitetów wyborczych tworzonych przez partię na konkretne wybory są zasilane z konta Funduszu Wyborczego. Partia podejmuje decyzję: przelewamy np. 15 milionów. Osobny rachunek to również Fundusz Ekspercki.

Zgodnie z ustawą o partiach politycznych partia musi na niego przekazywać od 5 do 15 proc. subwencji, czyli w czasie jednej kadencji są to miliony złotych. Jeśli są to tak duże pieniądze, dlaczego polskie partie nie produkują ciekawych raportów, analiz itd.?

Bo w zarządzaniu tymi pieniędzmi panuje pewna dowolność. Na te środki są zlecenia z organów statutowych partii, one zaspokajają bieżące potrzeby polityczne. To, na co można wydawać pieniądze z Funduszu Eksperckiego, powinno być bardziej doprecyzowane ustawą, aby partie szerzej otwierały się na współpracę z ekspertami.

Jak się ukrywa wydatki, którymi partia nie chce się chwalić?

W PiS taka możliwość nie istniała.

Zapytam inaczej: jak można wydać pieniądze na cele niestatutowe?

Trzeba nadać im formułę celu statutowego. Tak zaprezentować wydatek, by był on celem statutowym. Ci, którzy z pieniędzy partyjnych rozliczają wydatki na ubrania, cygara i wina, są zwyczajnie nieodpowiedzialni. Takie rzeczy wychodzą od razu.

To jak to zrobić, by cygara i garnitury były celem statutowym?

Nie ma takiej możliwości. W PiS za garnitury prezes płaci ze swoich pieniędzy.

No ale kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie na ochronę prezesa Kaczyńskiego płaciła już partia.

W każdym statucie ma pan enumeratywnie wymienione cele statutowe partii. Nie ma tam np. płacenia rachunków za prąd w siedzibie głównej. Ale się go płaci, bo jest to wydatek wspomagający cel statutowy.

I tak też rozliczyliście ochronę?

Nie. Ustawa narzuca obowiązek dbania o bezpieczeństwo nie tylko prezesa, ale wszystkich członków. Śmierć naszego działacza w Łodzi i liczne groźby pod adresem Jarosława Kaczyńskiego skłoniły nas więc do wynajęcia profesjonalistów w celu zapewnienia bezpieczeństwa, co powinno być obowiązkiem państwa, a w odniesieniu do głównych partii politycznych – w mojej ocenie – powinno być również uregulowane ustawowo.

Partie funkcjonują w Polsce głównie dzięki subwencjom budżetowym. Jak dużą częścią są składki i darowizny?

Przy 16,5 mln zł rocznej subwencji ze składek pochodziło u nas ok. 2 mln. Wysokość składek jest uregulowana stosownym zarządzeniem: student płaci 5 zł miesięcznie, pracujący 10 zł, poseł 100 zł. W przypadku parlamentarzystów to się później zmieniło w ten sposób, że wpłaty trafiają do Klubu Parlamentarnego PiS, który finansuje się samodzielnie.

Europosłowie regularnie muszą wpłacać większe pieniądze na partię.

To nieprawda. Żaden z nich nie płacił specjalnych składek. Unia wymyśliła ciekawy mechanizm: zwraca za szkolenia, pozwala na organizacje wycieczek do Brukseli itd. Ale partia nie może na europosła nakładać specjalnych składek. Inną sprawą są darowizny, które mają miejsce w czasie kampanii wyborczych. Te pieniądze wpłacają zazwyczaj sami zainteresowani.

Ale tego trzeba bardzo pilnować. Pamiętam przed laty PKW odrzuciła mi sprawozdanie z powodu trzech wpłat od podmiotów nieuprawnionych. Tymczasem to my sami, dzięki systemowi planu kont i aparatowi księgowemu, wyłapaliśmy te wpłaty wśród tysięcy operacji i skierowaliśmy na konto „wątpliwe do wyjaśnienia”. Ostatecznie Sąd Najwyższy przyznał mi rację, ponieważ tych pieniędzy nie włączono do obiegu, my ich nie wydaliśmy.

Jesteśmy przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi. Przed jakiego typu problemami z rozliczaniem pieniędzy staną sztaby kandydatów?

Politycy robią obywateli w trąbę, a oni się na to godzą. W kodeksie wyborczym jest powiedziane: komitet wyborczy danej partii jest reprezentowany przez pełnomocnika wyborczego i pełnomocnika finansowego. To są dwie osoby, które reprezentują i odpowiadają za komitet. Ale pan jako dziennikarz nie będzie ich szukał. Będzie pan szukał szefa sztabu. A niech mi pan znajdzie w kodeksie wyborczym chociaż jedno słowo o szefie sztabu. Tam nie ma takiego pojęcia.

Co w tym złego?

Jak to co? Dziś szefowie sztabów wszystkich partii podejmują decyzje w istocie rodzące skutki finansowe, za które nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Odpowiadają za to pełnomocnik wyborczy i finansowy. Jeśli przychodzi decyzja podpisana przez szefa sztabu, by wypłacić dajmy na to 300 tys. danej firmie outdoorowej, to pół biedy. Najgorzej, gdy przychodzą różni ludzie i mówią, że ktoś im zlecił wydrukowanie np. ulotek, na to nie ma żadnych kwitów, a materiały zostały wykorzystane w kampanii. Za to jest faktura, którą powinien zrealizować pełnomocnik finansowy. To już nawet nie jest falandyzacja, to jest obejście prawa. Partie szukają więc kamikadze, który będzie za nie odpowiadał własnym majątkiem. Moim zdaniem funkcję szefa sztabu zgodnie z ustawą powinien pełnić pełnomocnik wyborczy. Czyli tyle decyzyjności, ile odpowiedzialności.

Ale tacy kamikadze się jednak znajdują?

Kodeks wyborczy to jest świeża sprawa. W tej formie wprowadzono go niedawno. Ludzie, którzy nie mają świadomości konsekwencji, mogą się bardzo zdziwić, gdy nagle po źle rozliczonej kampanii partii będą musieli oddać kilka milionów złotych. Bo oddawać będą oni, a nie partie.

Co powinno się więc w systemie finansowania zmienić?

Po pierwsze, nawiązując do przypadku PSL, sankcje powinny być adekwatne do przewinienia. Po drugie, pełnomocnik finansowy nie powinien odpowiadać własnym majątkiem. Powinno się też otworzyć system partyjny, bo teraz jest on zabetonowany i nowe partie mają nikłe szanse. Na przykład ustalić, że górny limit wydatków na kampanię to 5 mln złotych, a nie trzydzieści. Z drugiej strony, jeśli ktoś ma swoje pieniądze i chce je przeznaczyć na kampanię wyborczą, legalnie trudno mu to zrobić. Dlatego prawo wyborcze w tym zakresie jest obchodzone, szczególnie w wyborach samorządowych, ale nie tylko.

Stanisław Kostrzewski do września 2014 roku był skarbnikiem PiS, odpowiadał m.in. za rozliczenia kampanii wyborczych

CZYTAJ TEŻ: Spór o garaż. PiS przypłaci to utratą rocznej subwencji? >>>