Tygodnik opisuje cięcia z października 2014 roku, kiedy to w centrali przy Nowogrodzkiej zapada decyzja o likwidacji kilkudziesięciu etatów w partii i rozwiązaniu kilkunastu umów cywilnoprawnych.

Padła więc propozycja dania zwolnionym ludziom etatów asystentów eurodeputowanych, żeby od tej pory płacił im europarlament.

CZYTAJ WIĘCEJ: Kłótnia na antenie o SKOK-i. Poseł PiS do Olejnik: A pani gdzie ma pożyczkę? >>>

- Żartowaliśmy, że urządzono targ niewolników. Po sali krążyły karetczki z nazwiskami pracowników i ich pensjami. Deputowani i asystenci byli parowani przypadkowo, czasem nawet się nie znając - cytuje "Newsweek" jednego z działaczy PiS.

W wyniku śledztwa tygodnika wyszło na jaw, że europosłowie PiS zatrudniają ludzi na lewych etatach, a ich asystenci nadal pracują w partyjnym aparacie.

Część z nich nawet nie wie, gdzie mieszczą się biura ich deputowanych, część nadal siedzi w partyjnej centrali partii, a jedna z asystentek opiekowała się chorą mamą prezesa.

Wśród europosłów, którzy przejęli pracowników partii, znaleźli się m.in. Andrzej Duda, Zbigniew Kuźmiuk, Tomasz Poręba i Ryszard Legutko.