Klub PO bardzo negatywnie ocenia Antoniego Macierewicza jako ministra obrony narodowej i będzie głosować za jego odwołaniem. Dopuszczając jednak ewentualność, że największy klub nie przychyli się do tego wniosku, proszę i apeluję, żebyście w najbliższym czasie powtórzyli operację, którą dwukrotnie z sukcesem przeprowadziliście w ubiegłym roku. Nazwijmy ją po wojskowemu operacją "Kameleon", bo chodzi o chowanie Antoniego Macierewicza przed wyborami i wyborcami. Niech pojedzie w czasie szczytu NATO do leśnego garnizonu. Schowajcie go przed sojusznikami - zachęcał w Sejmie Siemoniak, który kierował resortem obrony w rządzie PO-PSL.

Istotą problemu jest kompletna niewiarygodność Antoniego Macierewicza, którą przez lata wytrwale zbudował swoimi wypowiedziami - dodał.

Przytoczył wypowiedzi Macierewicza dotyczące Niemiec i Rosji w kontekście katastrofy smoleńskiej; nazwanie Ukrainy sojusznikiem i wypowiedź z czerwca o niemożności wcześniejszego zaproszenia znaczących sojuszniczych sił na ćwiczenia do Polski. Pytał, jak to się ma do ćwiczeń z ostatnich dwóch lat.

Czy naprawdę uważacie, że nikt na świecie tego nie czyta i nie zadaje sobie pytania, co się dzieje z polskim ministrem obrony? Właśnie dlatego podnosimy tę kwestię w przeddzień szczytu NATO. Sojusznicy powinni wiedzieć, że są w Polsce środowiska i obywatele, dla których nie jest obojętne, co jest prawda, a co fałszem, bo szczyt NATO nie jest szczytem Antoniego Macierewicza. Nie odgrywa on tam, wbrew zmasowanej promocji, głównej roli – mówił Siemoniak.

Podkreślił, że "to prezydent Komorowski i rząd Platformy zaprosili ten szczyt do Polski".

Apeluję, abyście nie ulegali własnej propagandzie na temat tego szczytu. On jest ważny, dobry, ale nie wmawiajcie wszystkim, że decyzje, które są już przesądzone o tysiącu żołnierzy, o rotacyjnej grupie, to jest kopernikański przełom – mówił.

Nawiązał do formułowanych przez prezesa PiS na sobotnim kongresie tej partii ocen ministrów. – Nawet jeśli przewrotnie wziąć pod uwagę kryteria prezesa, który skrytykował szefa MSZ za zbyt wolne zmiany kadrowe, to minister Macierewicz na najwyższych stanowiskach pozostawił generałów powołanych na mój wniosek przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. I oczywiście dobrze zrobił – powiedział Siemoniak.

Przypomniał, że na kolejną kadencję powołano szefa Sztabu Generalnego WP, za uzbrojenie odpowiada generał powołany za rządów PO-PSL, a programy modernizacyjne wymienione przez premier Szydło to decyzje poprzedniego rządu. – Jak to się ma do wypowiedzi ministra Macierewicza o armii w stanie katastrofy? Jeśli tak było, to skąd ta dobra kontynuacja? Bo prawdziwym problemem jest nie to, co robi minister Macierewicz – bo wbrew pozorom poza medialnymi, ceremonialnymi aktywnościami robi bardzo mało – mówił Siemoniak.

Według niego "minister Macierewicz w tych trudnych czasach zniszczył jedną fundamentalną rzecz – konsensus wokół spraw obrony i bezpieczeństwa, który obowiązywał od ćwierć wieku", a w audycie bezpodstawnie zaatakował swoich poprzedników.

Siemoniak zaznaczył, że on jako szef MON zapraszał do resortu posłów opozycji, by informować ich o modernizacji, a w spotkaniach uczestniczył też Macierewicz. Dodał, że z przewodniczącym PO Grzegorzem Schetyną deklarował gotowość do współpracy i pytał, czy rząd, bez dialogu z opozycją, chce wziąć całkowitą odpowiedzialność za decyzje, takie jak np. wysłanie kontyngentów na Bliski Wschód do wsparcia walki z tzw. Państwem Islamskim.

Przypomniał decyzje o umieszczeniu amerykańskiej bazy systemu antyrakietowego w Redzikowie, rotacyjną obecność amerykańskich lotników w Łasku i sojusznicze ćwiczenia w Polsce rozpoczęte wobec konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. "Świat się nie zaczął od momentu, kiedy funkcję objął pan minister Antoni Macierewicz" – powiedział. – Mówienie o tym, że byliśmy w NATO na papierze. Jak to odnieść do tysięcy polskich żołnierzy w Afganistanie i Kosowie? Amerykańscy, kanadyjscy, brytyjscy żołnierze, którzy tu ćwiczyli, byli tylko na papierze? – pytał Siemoniak.