Naprawdę mam nadzieję, że Polska, Węgry i Czechy ponownie rozważą swoje stanowisko. Ale jeśli się tak nie stanie, zamierzamy pójść z tą sprawą dalej czyli do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu - podkreślił komisarz w oświadczeniu przekazanym PAP.

MSZ poinformowało w środę, że Polska wniosła o umorzenie przez KE postępowania o naruszenie prawa UE w związku z niewypełnieniem zobowiązań wynikających z decyzji relokacyjnych. Resort dyplomacji zaznaczył, że w przypadku kontynuacji postępowania jest gotów do obrony polskiego stanowiska przed Trybunałem Sprawiedliwości UE w Luksemburgu.

Faktycznie otrzymaliśmy odpowiedź od polskich władz i innych krajów. Teraz kolejnym krokiem będzie ich przeanalizowanie - powiedział w czwartek na konferencji prasowej w Brukseli rzecznik KE Alexander Winterstein.

Jak zaznaczył, KE nie rozważa wycofania się z prowadzenia tej sprawy. - Uważam, że możliwość, która powinna być rozważona - i ujmuję to w bardzo łagodny i dyplomatyczny sposób - jest taka, żeby wszystkie państwa członkowskie zastosowały się do decyzji, które same podjęły - oświadczył.

Przesłana przez władze w Warszawie odpowiedź, jeśli zostanie uznana za niesatysfakcjonującą, otwiera KE drogę do skierowania przeciwko Polsce sprawy do unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Kiedy dokładnie może się to stać, nie wiadomo. Bruksela, mimo iż pismo z Warszawy nie pozostawia wątpliwości co do odmowy wypełnienia obowiązku relokacyjnego, musi mieć czas na jego analizę.

Minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak oświadczył w środę, że Polska konsekwentnie podtrzymuje stanowisko sprzeciwiające się mechanizmowi relokacji. - To rozwiązanie jest błędne i zagraża bezpieczeństwu. Po raz kolejny podkreślam, że bezpieczeństwo narodowe pozostaje w zakresie wyłącznej odpowiedzialności każdego państwa członkowskiego – wskazał Błaszczak, cytowany w komunikacie.

Zdaniem MSWiA Komisja Europejska nie wzięła pod uwagę argumentacji strony polskiej. W dokumencie wskazane zostały systemowe braki w mechanizmie wykonywania decyzji o relokacji, które - według MSWiA - nie pozwalają na zapewnienie odpowiednich gwarancji bezpieczeństwa. Resort uważa, że mechanizmy weryfikacyjne są niewystarczające.

KE wszczęła w połowie czerwca procedurę wobec Polski, a także Czech i Węgier o naruszenie prawa unijnego. Bruksela zdecydowała się na taki krok w związku "z niewywiązywaniem się przez te kraje ze spoczywających na nich obowiązków związanych z relokacją uchodźców".

Przed miesiącem KE wysłała tzw. uzasadnione opinie do władz w Warszawie, Pradze i Budapeszcie, co było drugim etapem postępowania w tej sprawie. Kraje te miały miesiąc na odpowiedź na pisma z Brukseli.

Ministerstwo spraw zagranicznych, które przekazało KE pismo, wskazało, że Polska nie zgadza się z logiką przyjętych we wrześniu 2015 roku decyzji relokacyjnych, "jednakże będzie kontynuować swoje wsparcie w innych dziedzinach, m.in. angażując się w ochronę granic zewnętrznych UE oraz systematycznie wzmacniając swoje zaangażowanie humanitarne".

W ramach programu relokacji Polska i Węgry nie przyjęły ani jednego uchodźcy. Z kolei Słowacja i Czechy wstrzymały realizację programu, uzasadniając to obawami związanymi z falą islamistycznych zamachów w UE w ostatnich latach. Władze w Bratysławie zdecydowały się jednak na złożenie dodatkowych zobowiązań w tej sprawie, co pozwoliło im uniknąć procedury.

W lipcu i wrześniu 2015 roku państwa członkowskie UE zgodziły się na przeniesienie 160 tys. uchodźców z Włoch oraz Grecji. Termin na zakończenie tych działań wyznaczono na wrzesień 2017 roku. Z najnowszego, datowanego na 21 sierpnia raportu wynika, że kraje biorące udział w programie przyjęły dotąd nieco ponad 26 tys. osób w ramach rozdzielnika uchodźców.