W przyjętej we wtorek niewiążącej prawnie rezolucji, odnoszącej się do finansów UE w następnej perspektywie po 2020 roku, eurodeputowani domagają się m.in. zwiększenia poziomu wydatków z 1 proc. połączonego dochodu narodowego brutto państw członkowskich do 1,23 proc.

Rezolucja, którą - jak podkreśliła Izabela Leszczyna (PO) - "przygotowywali aktywnie" europarlamentarzyści Platformy, wyraża ponadto sprzeciw m.in. wobec cięć w przyszłym wieloletnim budżecie UE w obszarach wspólnej polityki rolnej oraz funduszach spójności.

- Ale co zrobili posłowie Prawa i Sprawiedliwości? Otóż europosłowie PiS-u zagłosowali przeciwko tej rezolucji; to znaczy, że chcą, żeby polscy rolnicy dostali mniej pieniędzy w kolejnej perspektywie i chcą też, żeby na rozwój regionalny było mniej pieniędzy dla Polski w przyszłej perspektywie - mówiła na czwartkowej konferencji prasowej w Sejmie posłanka Platformy.

Według Doroty Niedzieli (PO) przeciwko rezolucji zagłosowało dziewięciu europarlamentarzystów PiS, w tym wiceprzewodniczący PE Ryszard Czarnecki oraz b. wiceszefowa MSZ Anna Fotyga.

- Żądamy, żeby się wytłumaczyli. (...) Ci posłowie będą odpowiedzialni za zmniejszenie ilości pieniędzy unijnych i zmniejszenie dopłat dla polskich rolników  - mówiła Niedziela.

- Dzisiaj Polska powinna być w środku UE, powinna być na pierwszym froncie boju o przyszłość unijnych funduszy. Dlatego wzywamy europarlamentarzystów PiS, którzy zagłosowali przeciwko Polsce, przeciwko utrzymaniu funduszy dla rolników i na rozwój Polski, na inwestycje w Polsce, wzywamy ich do wytłumaczenia tej decyzji i wzywamy ich do tego (...), po drugie, żeby zmienili decyzję, żeby ramię w ramię z parlamentarzystami PO stoczyli bój o przyszłość Polski, o inwestycje w Polsce - wtórowała jej Agnieszka Pomaska (PO).

Niedziela zwróciła uwagę, że starania o zagwarantowanie polskim rolnikom dopłat na tym poziomie, co w krajach "starej UE" zapowiedziała ostatnio premier Beata Szydło. - Czy działania europarlamentarzystów PiS-u mają coś wspólnego z wypowiedziami pani premier Szydło? Wzywamy, pani premier Szydło, proszę wziąć na dywanik europosłów PiS-u - apelowała parlamentarzystka.

Do zarzutów PO w rozmowie z PAP odniósł się europoseł PiS Zbigniew Kuźmiuk.

- Lepiej byłoby, gdyby posłanki PO przed robieniem konferencji zapoznały się z całą treścią rezolucji, tym, co było w niej zawarte. A była tam po pierwsze zawarta zgoda na głosowanie ws. budżetu większością, a nie jednomyślnie jak do tej pory. To byłaby zmiana bardzo negatywna dla Polski. Po drugie, w tej rezolucji była zawarta sugestia dotycząca wprowadzenia podatku ekologicznego, związanego z emisją CO2. Przecież to byłoby katastrofalne dla Polski  - powiedział PAP Kuźmiuk.

Jak ocenił, jeśli chodzi o politykę spójności to rezolucja dotyczy spraw "odległych jak stąd do kosmosu", a wypowiedzi posłanek PO stanowią "próbę wciskania kitu" opinii publicznej. -  Posłanki PO ośmieszyły się tą konferencją i tyle - dodał.

Dokument przygotowany przez europosłów komisji budżetowej, reprezentujących dwie największe grupy polityczne, tj. chadeków i socjalistów, Jana Olbrychta (PO) i Isabelle Thomas, jest pierwszą polityczną reakcją na zaprezentowane przed kilkoma miesiącami przez Komisję Europejską wstępne koncepcje dotyczących finansów UE do 2025 r. (tzw. reflection paper), które mają przygotować grunt pod przedstawienie w pierwszej połowie 2018 roku projektu nowych wieloletnich ram finansowych na okres po roku 2020.

Tylko w jednym scenariuszu, który zakłada większą integrację (nazwany "robimy więcej razem"), nie przewiduje się cięć w unijnej polityce rolnej i kluczowej dla Polski polityce spójności.

W rezolucji, która została przyjęta 442 głosami przy 189 przeciw i 37 wstrzymujących się, europosłowie wypowiedzieli się też przeciwko finansowaniu nowych zadań kosztem obecnych polityk. Wskazali, że ze względu na nowe wyzwania oraz Brexit, następne wieloletnie ramy finansowe powinny być większe niż obecne.

Europosłowie potwierdzili zarazem, że okres obowiązywania wieloletnich ram finansowych powinien zostać dostosowany do kadencji zarówno Parlamentu, jak i Komisji. Polska tymczasem opowiada się za siedmioletnim budżetem unijnym. Władze w Warszawie argumentują, że taka konstrukcja pozwala na realizację ambitnych projektów, szczególnie infrastrukturalnych.