Czaputowicz pytany w TVN24, czy jego zdaniem w 2010 r. w Smoleńsku doszło do zamachu odparł, że nie jest w stanie tego ocenić. - Ja używam słowa, że to była katastrofa. Poczekajmy na zakończenie śledztwa po naszej stornie przede wszystkim - podkreślił.

Pytany, kiedy ostatni raz rozmawiał z szefem MSZ Rosji na temat zwrotu wraku Tu-154M, minister SZ odpowiedział, że rosyjski minister spraw zagranicznych nie jest osobą, z którą często rozmawia. - Rozmawiałem chwilę na Radzie Bezpieczeństwa ONZ, ale z ambasadorem Rosji w Warszawie. Rozmawiałem na ten temat, powiedziałem, że oczekujemy tego, jest to kwestia prawna, kwestia też pewna etyczna, moralna, że to jest nasza własność - mówił Czaputowicz.

Jak relacjonował, ambasador odpowiedział "to, co zawsze". - Że śledztwo trwa w Rosji, że oczekują zakończenia śledztwa w Polsce i dlatego te dowody, jak on to określił, muszą pozostać w Rosji - powiedział Czaputowicz. Jego zdaniem sprawa Skripala pokazuje, że argumenty Rosji są czasami "pozorne". - Nie chcą oddać tego wraku - ocenił minister.

Siergiej Skripal oraz towarzysząca mu córka Julia 4 marca trafili do szpitala w stanie krytycznym, gdy stracili przytomność w Salisbury w Wielkiej Brytanii. W toku śledztwa, prowadzonego z udziałem m.in. policyjnych sił antyterrorystycznych i wojskowych ekspertów ds. broni chemicznej, odkryto, że do próby otrucia wykorzystano produkowaną w Rosji broń chemiczną typu Nowiczok.

Powołana w lutym 2016 r. przez ówczesnego ministra obrony Antoniego Macierewicza podkomisja do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej przedstawiła swoje wnioski 10 kwietnia ub.r. Według podkomisji samolot został rozerwany eksplozjami w kadłubie, centropłacie i skrzydłach, a destrukcja lewego skrzydła rozpoczęła się jeszcze przed przelotem nad brzozą. Zdaniem Macierewicza instytucje państwowe, które wcześniej badały katastrofę smoleńską, nie dopełniły podstawowych obowiązków, a decyzje w tej sprawie miały charakter polityczny.

10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku w katastrofie samolotu Tu-154M wiozącego delegację na obchody katyńskie zginęło 96 osób, wśród nich prezydent Lech Kaczyński i najwyżsi dowódcy.