To oznacza, że na dobre ruszy postępowanie mogące skutkować postawieniem Krzysztofa Kwiatkowskiego przed Trybunałem Stanu.

To efekt wydarzeń z 2015 roku, kiedy do mediów wyciekły fragmenty rozmów prezesa NIK z podkarpackim posłem PSL Janem Burym. – Ty sobie szykuj kandydata na wicedyrektora – miał wówczas mówić Kwiatkowski przed konkursem na wiceszefa delegatury w Rzeszowie. Śledczy stwierdzili, że do ustawienia konkursów miało dojść nie tylko w Rzeszowie, ale też w Łodzi i centrali NIK. Prokuratura latem 2015 roku skierowała wniosek o uchylenie immunitetów Burego i Kwiatkowskiego.

Iwona Arent z PiS, która jest szefową Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej zapowiada, że będzie starała się zakończyć postępowanie jeszcze w tej kadencji a przesłuchane zostaną osoby biorące udział w konkursach i zasiadające w komisjach konkursowych w NIK.

Jak zauważa "Rzeczpospolita" w przeszłości postępowania przed komisją ciągnęły się latami. Kwiatkowski będzie przesłuchiwany dopiero w trzy lata od złożenia wniosku. Arent tłumaczy, że prezes miał być przesłuchany już w marcu, ale nie udało się dograć terminu.

Teoretycznie, jak pisze "Rzeczpospolita" PiS powinno zależeć na postawieniu Kwiatkowskiego przed Trybunałem. "Zakończenie postępowania przed komisją i przyjęcie odpowiedniej uchwały przez Sejm skutkowałoby zawieszeniem go w czynnościach w NIK. Mogłoby to otworzyć PiS drogę do przejęcia ostatniej ważnej instytucji, zarządzanej przez osobę kojarzoną z PO" – czytamy.

W Sejmie i w NIK mówi się jednak o tym, że prokuratura zebrała słaby materiał, a ujawnione fragmenty rozmów odsłuchane w całości nie brzmią już tak ewidentnie. To może być przyczyną wolnego tempa pracy przy tej sprawie.