Lech Wałęsa w poniedziałkowy ranek spotkał się z protestującymi, którzy już ponad miesiąc protestują w Sejmie.

- Słuchajcie zaprosiliście mnie, wezwaliście mnie, więc jestem. Chciałbym wnieść jakiś wkład do waszej walki, ale zanim podejmiemy najmądrzejsze decyzje, musimy trochę porozmawiać, nie chciałbym w szczegóły wchodzić, bo są ogólnie znane. Chciałbym żeby to nie było wykorzystywane polityczne, nie należę do żadnej partii, wspieram partię, która ma szansę na jakieś rządzenie. Wspieram, ale nie należę – powiedział Wałęsa.

Wałęsa stwierdził, że z protestującymi trzeba być solidarnymi i ich rozumieć. – Powinniśmy wiedzieć o waszych potrzebach, wykazywać się mądrością i solidarnością. Z tego, co ja widzę próbują was rozgrywać, wymanewrować. Musicie zrozumieć, że paru ludzi dzisiaj u władzy, to są ludzie, którzy przede wszystkim starają się kłócić i przez te kłótnie właśnie u władzy pozostać – mówił były prezydent.

Dodał, że gdyby "on dzisiaj miał Stocznię, był w +Solidarności+ już dawno by tej władzy nie było". Zasugerował, że na miejscu protestujących, poprosiłby o wsparcie inną grupę np. górników albo pocztowców. – Poprosiłbym górników, powiedział: "Widzicie nasza krzywdę, że coś trzeba zrobić. Bądźcie solidarni, pomóżcie nam załatwić te problemy" – mówił.

Protestujący zaproponowali Wałęsie, aby został z nimi, bo mają dla niego wolny materac. Były prezydent stwierdził, że jest z nimi, ale musi jechać na kolejne spotkanie w Puławach. Podkreślił, że to, o co protestują osobom niepełnosprawnym się należy. – Trzeba dać, ale zastanowić się jak to zrobić żeby nie zrujnować budżetu – powiedział.

Stwierdził, że obecny rząd jest "perfidny". – Ta władza robi to celowo. Ja nie chcę z wami cierpieć, ja chcę z wami zwyciężać – mówił.

Zapowiedział, że "będzie o nich mówił, będzie nawoływał do solidarności inne grupy społeczne". Podpowiadał, że skoro jedne argumenty nie skutkują, trzeba użyć innych.