- - powiedziała 91-letnia kombatantka. Przyniosła ze sobą także małpkę-maskotkę, która jak wyjaśniła towarzyszy jej od kapitulacji Powstania. Dostała ją od jednego z kolegów z oddziału.
– - mówiła.
Zapytana, czy nie jest je żal rozstawać się z maskotką, odpowiedziała: "Bardzo żal byłoby, gdyby nie to, że wiem komu daję. Te dzieciaki uczyłam tyle lat i te matki współpracowały ze mną tyle lat. Stale mam w oczach matkę Andrzeja Motyki, jej twarz, jej oczy. Matka Kuby mi ją bardzo przypomina". Historię małpki na swoim Twitterze opisał poseł PO Michał Szczerba.
Mała małpka towarzyszy pani Wandzie Traczyk-Stawskiej „Pączek” od upadku Powstania. Dostała ją od kolegów wtedy, gdy rozpaczała, że musi oddać broń. Małpka jest z nią do dziś. Nazywa się Pan Peemek, od skrótu PM, czyli pistoletu maszynowego Błyskawica, z którym w rękach walczyła. pic.twitter.com/HzUFVEQ0Er
— Michał Szczerba (@MichalSzczerba) 18 May 2018
Wanda Traczyk-Stawska całe swoje życie zajmowała się osobami niepełnosprawnymi. Przekazując małpkę i pączki serdecznie ucałowała odbierające od niej podarunki niepełnosprawne dziewczynki na wózkach.
Odpowiedziała także na zarzuty o manipulowanie nią, które formułował m.in. marszałek Marek Kuchciński. - - mówiła. Wyjaśniała, że od lat współpracuje z posłami Michałem Szczerbą i Marcinem Święcickim przy budowie Cmentarza Powstańców Warszawy.
Gdy po kilku minutach władze Sejmu zdecydowały, że może wejść do Sejmu, na słowa strażnika, że jest na to zgoda, odpowiedziała aby jej nie przerywał w momencie gdy mówiła o swojej działalności. Mimo zaproszeń do centrum medialnego, nie chciała tam iść. - . - powiedziała i oddaliła się spod Sejmu.