Dlaczego Janusz Kaczmarek i Ryszard Krauze do końca kłamali, że 5 lipca w nocy nie doszło do ich spotkania? Szef Prokomu i jeden z najbardziej wpływowych biznesmenów był przekonany, że wejście do jego apartamentu 4020 na ostatnim piętrze hotelu Marriott nie jest filmowane. Dlatego jeszcze w piątek, przed konferencją prokuratury, współpracownicy najbogatszego Polaka pod słowem honoru zapewniali, że ich szef nie widział się z ministrem spraw wewnętrznych.

Krauzego i Kaczmarka zdradziła kamera numer 16 na korytarzu 40. piętra. Obraz z niej dowodzi, że tuż przed wpół do dwunastej w nocy minister wszedł do pokoju oligarchy. Na piątkowej konferencji zastępca prokuratora generalnego Jerzy Engelking powiedział, że kamera numer 16 została zamontowana później niż inne na tym piętrze. Sam Kaczmarek też myślał, że kamery nie ma. Widać to po jego zachowaniu. Minister, czekając na Krauzego, kryje się za rogiem korytarza, bo sądzi, że sceny te nie zostaną zarejestrowane. Bez ujęć z kamery numer 16 trudno byłoby udowodnić, że doszło do spotkania Kaczmarek - Krauze.

Dlaczego w ogóle śledczy zainteresowali się Kaczmarkiem? - pyta DZIENNIK. Zaczęli od sprawdzania, z kim spotkał się Andrzej Lepper 6 lipca rano, tuż przed finałem akcji Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Właśnie wtedy lider Samoobrony wpadł w panikę i mówił o szykowanej prowokacji, a to oznacza, że mógł zostać ostrzeżony. Jednym z rozmówców Leppera był poseł Samoobrony Lech Woszczerowicz. Woszczerowicz był jedną z pierwszych przesłuchanych osób.

Najprawdopodobniej powiedział prokuratorom, że poprzedniego dnia w nocy był w hotelu Marriott u Krauzego. Śledczy zaczęli sprawdzać nagrania z hotelowych kamer i zauważyli, że mniej więcej w tym samym czasie w Marriotcie był Janusz Kaczmarek, który wiedział o akcji CBA w resorcie rolnictwa.

Pętla zaczęła się zaciskać i Kaczmarek na gwałt potrzebował alibi. Wymyślił, że może mu je zapewnić znajomy z Trójmiasta Jaromir Netzel, prezes PZU. Śledczy przedstawili podsłuchane negocjacje między Konradem Kornatowskim (człowiekiem Kaczmarka) a Netzlem. Szef policji namawia prezesa PZU, by pomógł Januszowi Kaczmarkowi, mówiąc, że się z nim spotkał - pisze DZIENNIK.

Plan Kaczmarka na odsunięcie podejrzeń od siebie był prosty. On - wiarygodny minister - powie, że w Marriotcie spotykał się z prezesem największego ubezpieczyciela. Ważny prezes to potwierdzi i śledczy porzucą ten wątek, pójdą innym tropem. Stało się inaczej. Sprawdzono wszystkie nagrania z hotelowych kamer. Śledczy odtworzyli, co Kaczmarek minuta po minucie robił w Marriotcie. Okazało się, że nie spotkał się z Netzlem. Był za to na 40. piętrze hotelu. Co tam robił? Minister zeznał, że wpadł do restauracji Panorama na lampkę wina, za którą zapłacił 30 - 35 złotych. Z analizy nagrań wynika, że Kaczmarek nie wszedł do Panoramy - przypomina DZIENNIK.

Przesłuchano obsługę i nikt Kaczmarka w restauracji nie widział. Sprawdzono nawet rachunki. Tego wieczora nikt nie kupował kieliszka wina za 30-35 złotych. To potwierdziło, że minister kłamał.

Nie ma jednak dowodów na to, że podczas rozmowy Krauze - Kaczmarek doszło do przecieku. Nie ma też dowodu, że Krauze przekazał informację o akcji CBA Woszczerowiczowi, a ten ostrzegł Leppera.

Jednak ciąg zdarzeń układa się w logiczną całość: Kaczmarek - Krauze - Woszczerowicz - Lepper - fiasko operacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Brak tylko motywu: dlaczego Kaczmarek miał powiedzieć o akcji CBA Krauzemu, a ten Woszczerowiczowi? Prokuratura milczy w tej sprawie - stwierdza DZIENNIK.

Czy śledczy są w stanie tego dowieść, że przeciek poszedł właśnie taką drogą? Jeśliby im się udało, to z dużym prawdopodobieństwem Kaczmarek może skończyć w więzieniu. Wiele zależy od tego, co zeznają przyciśnięci do muru Woszczerowicz i Krauze. Być może jest też więcej materiałów z podsłuchanych rozmów, ale prokuratura ich nie ujawnia - zastanawia się DZIENNIK. Dlaczego? Być może nie mogą użyte jako dowody, bo zostały założone bez spełnienia wszystkich procedur prawnych i mają tylko wartość operacyjną. Być może prokuratura jeszcze czeka z ich ujawnieniem. Mogą o tym świadczyć słowa Zbigniewa Ziobry, który mówi, że będą przedstawiane kolejne twarde materiały z afery przeciekowej.