Program, który jest - według stacji - najtajniejszym narzędziem zachodnich wywiadów, miał pomagać polskim tajnym służbom ścigać terrorystów. A programu nie tylko użyto do ścigania Ryszarda Krauze i Janusza Kaczmarka, i udowodnieniu, że były minister był w hotelu Marriott, gdzie spotkał się z biznesmanem, ale - co gorsza - pokazano publicznie, jak on działa.

Reklama

"Polska otrzymała najprawdopodobniej ten system do całkiem innych celów. Jednak zostało to wykorzystane do sprawy polityczno-przestępczej" - tak całą sprawę skomentował w RMF Marek Biernacki, były szef MSWiA. Poseł PO dodał też, że ABW wykorzystała sprzęt, który nie powinien być pokazany publicznie.

Protest ambasadorów

Gdy agenci zachodnich służb zobaczyli, czego użyli Polacy do ścigania Kaczmarka, wpadli w szał - twierdzi radio ZET. Bo ABW, która przygotowywała prezentację prokuratorowi Engelkingowi, zdradziła nie tylko, że Polacy taki program mają, ale także pokazała całemu światu, na czym on polega. A to świetny instruktaż dla terrorystów i innych wywiadów, które teraz wiedzą, jak śledzi się u nas podejrzanych.

Dlatego - jak twierdzi radio ZET - ambasady naszych sojuszników od razu zwróciły się do polskich władz z pytaniem, dlaczego użyto tego programu.

Tajny? To gruba przesada!

Tymczasem Wojciech Łuczak, ekspert militarny, twierdzi w tvn24.pl, że alarm radia ZET to gruba przesada, bowiem program taki od dawna używają służby specjalne, a nawet ochrona londyńskiego lotniska Heathrow.

Program ten rozpoznaje twarze zarejestrowane przez kamery, wychwytuje ich podobieństwo, dzięki czemu pozwala śledzić podejrzaną osobę na wielu kamerach.

Program, który ma zakodowane twarze terrorystów, po wykryciu podejrzanego wywołuje alarm. Łuczak tłumaczy w tvn24.pl, że na brytyjskim lotnisku Heathrow program może wtedy np. automatycznie zamknąć i zablokować wszystkie drzwi.