Śledztwo w sprawie głosów Rutkowskiego
Krzysztof Rutkowski, znany detektyw, były poseł, a obecnie kandydat na senatora będzie musiał się tłumaczyć przed prokuraturą. To efekt prowokacji reporterów "Faktu", którzy udawali loklanych działaczy z Tarnowa. Rutkowski chciał od nich, wbrew prawu, kupić listy z głosami poparcia.
- Rutkowskiemu marzy się miejsce w Senacie
- Rutkowski nie złamał zakazu wyjazdu z Polski
- Detektyw Rutkowski kłamał w sprawie Olewnika?
- Rutkowski udaje inwalidę
- Rutkowski chciał kupić głosy wyborców
- Takie było moje życie z Rutkowskim
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Po publikacji "Faktu" Krzysztof Rutkowski zorganizował wczoraj w Krośnie konferencję prasową. Mętnie tłumaczył się z próby nielegalnego kupienia głosów. "Ten artykuł jest inspirowany przez moich przeciwników politycznych" - powiedział. A potem brnął dalej. "Doszło do złamania prawa polegającego na nakłanianiu mnie do popełnienia przestępstwa" - mówił detektyw.
W rzeczywistości to on zaproponował, że zapłaci za głosy. Zaoferował nawet cenę: złotówka za jeden podpis na listach poparcia - przypomina "Fakt".
Były poseł, który startuje w wyborach uzupełniających do Senatu, chciał też zapłacić za listę in blanco. Tzn. na lisćie były dane wyborców i ich podpisy, ale bez nazwiska kandydata. Chciał od razu jechać do Krosna i je kupić. W rozmowie telefonicznej tłumaczył, że mu się spieszy, bo brakuje mu kilkuset głosów, żeby zarejestrować się jako kandydat na senatora.
Na konferencji prasowej zapewniał jednak, że nie płacił nikomu za podpisy, a zbieraniem głosów zajęli się wolontariusze. "Zebrali ponad 4 tys. podpisów, a więc o tysiąc więcej niż było potrzebnych do zarejestrowania mojej kandydatury. Sami sobie poradziliśmy, wcale nie potrzebowaliśmy dodatkowego wsparcia" - tłumaczył Rutkowski.
Detektyw próbował nawet kontratakować. Zapowiedział, że do prokuratury złoży doniesienie na Aleksandra Pawika (takiego pseudonimu użył reporter "Faktu"). "Miałem to już zrobić jeszcze tego samego dnia, kiedy otrzymałem telefony od kogoś, kto się przedstawił jako Aleksander Pawik i zaproponował kupno gotowej listy podpisów. Nie miałem na to jednak czasu" - oświadczył.
Opowieści Rutkowskiego na konferencji prasowej nie brzmiały zbyt przekonująco - twierdzi "Fakt". Detektyw będzie miał szansę lepiej się wytłumaczyć. Tym razem przed prokuratorem. "Po publikacji <Faktu> zajmiemy się tą sprawą. Nadużycie przy sporządzaniu list z podpisami obywateli to przestępstwo ścigane z urzędu. Grozi za to do trzech lat więzienia" - zapewnia Janusz Ohar, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krośnie. Zapowiedział też, że prokuratorzy będą chcieli przesłuchać taśmy z nagranymi rozmowami Rutkowskiego z dziennikarzami udającymi lokalnych działaczy. "Fakt" chce przekazać te nagrania, tak żeby sprawa znalazła finał w sądzie.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!