"Inflacja słów i deficyt programu" - tak językiem ekonomicznym oceniał wystąpienie szefa rządu wicemarszałek Sejmu Krzysztof Putra. W jego ocenie gabinet Tuska wciąż nie ma pomysłu na walkę z kryzysem. "Raczej tonizował wystąpienie ministra finansów, który w swojej bezradności wobec kryzysu zaczął atakować Jarosława Kaczyńskiego" - powiedział wicemarszałek.

PiS wtóruje Lewica. "Najlepsze wystąpienie o kryzysie było moje" - mówi buńczucznie szef klubu Wojciech Olejniczak. On twierdzi, że rząd powinien przywrócić na dwa lata podatek 40-procentowy dla najlepiej zarabiających i wrócić do poziomu składki rentowej sprzed roku 2008. W sumie pozwoliłoby to - według niego - pozyskać nawet 25 mld zł.

>>> Minister zrugał prezesa PiS

PiS ustami Aleksandry Natalli-Świat przedstawia znane już od tygodni rozwiązania: większe zaangażowanie środków publicznych w gospodarkę oraz zwiększenie dopuszczalnego limitu deficytu budżetowego o prawie 7 mld zł.

Wiceszefowa PiS krytycznie ocenia propozycje rządu. "Obawiamy się, że konsekwencją takiej polityki będą dalsze spowolnienie gospodarcze, dalszy spadek dochodów budżetu państwa i kolejne oszczędności" - twierdzi Natalli-Świat. Zdaniem PiS dążenie do jak najszybszego wejścia do strefy euro utrudni działania na rzecz podtrzymania wzrostu gospodarczego i jest podyktowane wyłącznie względami politycznymi. "To jednak może bardzo drogo kosztować podatników" - przestrzegała rząd.

Gorzej, że PiS od realizacji swoich postulatów uzależnia jakiekolwiek wsparcie dla rządu w walce z kryzysem. "Są dzisiaj dwie recepty walki z kryzysem: rządowa, która sprowadza się do działań oszczędnościowych i oczekiwania, że kiedyś wejdziemy do euro, i ta, którą stosuje w gruncie rzeczy cały świat" - mówił zaraz po zakończeniu przemówienia premiera Tuska Jarosław Kaczyński.