"Wierzę, że ten kryzys rozpoczął się w Stanach i tam się skończy. Pozostaje tylko pytanie kiedy" – powiedział Lech Kaczyński na początku swojego wystąpienia na debacie naukowców Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Lech Kaczyński nakreślił w kilku słowach przyczyny finansowego załamania rynków. Mówił o fikcyjnych transakcjach, kryzysie na rynku nieruchomości i braku zaufania do instytucji finansowych. Te i inne czynniki przyniosły jego zdaniem ograniczenie popytu, a to z kolej spowodowało "zjawiska recesyjne".

>>>Rząd: Prezydent jest niekompetentny

Prezydent zauważył, że w obecnej sytuacji aż 86 proc. przedsiębiorstw jest dotkniętych różnymi skutkami kryzysu, przede wszystkim zmniejszającym się popytem. Podkreślił, że jedną z metod wyjścia z kryzysy jest budowanie popytu krajowego. Jak to zrobić? Lech Kaczyński powrócił tu do kwestii zwiększenia deficytu budżetowego. Co ciekawe, chyba po raz pierwszy przyznał częściowo rację rządowi, zauważając, że pokrywanie deficytu budżetowego z obligacji może być bardzo kosztowne w sytuacji, w której polskie papiery konkurują na rynku, na przykład z papierami amerykańskimi. "Rzeczywiście możemy wpaść w pętlę. Padły nawet porównania z Argentyną. Ale tu muszę twardo zaprotestować. Bo ani poziom zadłużenia Polski - około 40 proc. - nie jest wysoki jak na Europę, ani inflacja nie jest wysoka. (...) Nie grozi nam Argentyna" - zauważył prezydent.
Dodał przy tym, że żadna z metod wyjścia z kryzysu nie jest pewna i wszystkie mogą przynieść "niesprawdzone efekty".

>>> Rząd przespał sprawę euro – przeczytaj komentarz Grzegorza Miecugowa

Zdecydowanie zdystansował się jednak od dwóch forsowanych przez rząd rozwiązań - radykalnych cięć wydatków i wejścia do korytarza walutowego, który prowadzi do strefy euro. "Krytycznie oceniam tu politykę rządu opartą na założeniach z lat 80." - powiedział Lech Kaczyński, chociaż równocześnie zauważył, że nadmierny interwencjonizm również nie jest tym, o co chodzi w obecnej sytuacji.

Prezydent mówił też o konieczności odbudowy zaufania do sektora bankowego. Jego zdaniem sytuacja polskich banków nie jest tak zła jak zachodnich. Poprawienia wymaga jednak płynność, dostępność do pieniędzy i pożyczek w walutach obcych. "Z tego co wiem, nie mogę tu zastępować prezesa Skrzypka, NBP przygotował cały zestaw działań, który ma ułatwić dostęp do pieniędzy, czyli kredytów".

Najmocniejszy element jego wystąpienia dotyczył euro. "Usiłuje się tworzyć wrażenie, że kryzys w Polsce wynika z tego, że nie mamy euro, a przynajmniej, że nie jesteśmy w ERM2. Skutkiem wejścia do niej byłaby dalsza bardzo restrykcyjna polityka ekonomiczna" - powiedział prezydent. "Gdybyśmy byli teraz w korytarzu ERM2, trzeba by było bronić waluty, na wielką skalę i (...) za wszelką cenę, bo deprecjacja (osłabienie złotego) nie mogłaby być większa niż 15 procent".

Jaki efekt przyniosłyby te działania? Zdaniem prezydenta mogłoby to doprowadzić do ograniczenia rezerw walutowych państwa, a nawet do sytuacji, w której pozbędziemy się rezerw i nie wejdziemy do strefy euro.

Prezydent dodał, że społeczeństwo potrzebuje rzetelnej dyskusji o wejściu do strefy euro, a nie tylko działań PR-owskich. "Mówi się, że chcemy wejść do strefy euro w 2012 roku, ale nie wiadomo, czy nas chcą" - dodał prezydent.

>>>Lech Kaczyński: Przyjęcie euro to PR

Inna palącą kwestią jest walka z rosnącym bezrobociem. Prezydent podkreślił, że w ubiegłym roku sięgnęło ono 8,7 procent, ale od jesieni szybko wzrosło o 250 tys. osób. "Trzeba zrobić wszystko, żeby ograniczyć jego rozwój (...), nawet przez zamrożenie płac" - mówił Kaczyński.