Szef resortu Grzegorz Schetyna miał zgodzić się na jego odejście "bez mrugnięcia". Informacja, którą wczoraj ujawniliśmy, wprawiła w osłupienie polityków Platformy. "A wydawało się, że wszyscy chodzą tam jak żołnierze" - ironizuje jeden z nich.

>>>Schetyna uważa, że to wina prezydenta

Dlaczego Podolski odszedł? Kiedy spytaliśmy w resorcie spraw wewnętrznych o dymisję, w pierwszej chwili nasi rozmówcy byli zdezorientowani. Ale wicepremier Schetyna zaskoczony podobno nie był.

>>>"Schetyna rehabilituje Dzierżyńskiego"

"Już od kilku miesięcy Podolski sygnalizował, że chce odejść" - usłyszeliśmy. W ministerialnych korytarzach pojawiają się głosy, że Podolski bardziej widzi się w biznesie. "Miał większe ambicje finansowe" - mówi nasz rozmówca z otoczenia Schetyny.

Sam Podolski w rozmowie z DZIENNIKIEM przekonywał, żeby w jego odejściu nie doszukiwać się drugiego dna. "Zobowiązałem się do stworzenia RCB, nowelizacji ustawy o zarządzaniu kryzysowym oraz zreformowania systemu powiadamiania ratowniczego (popularny nr 112). Zadanie wykonałem, teraz chcę odpocząć" - powiedział.

Wioletta Paprocka, rzeczniczka Schetyny, o odejściu wiceministra mówi tylko: "Potwierdzam, że minister złożył dymisję, wskazał w niej powody osobiste. Rozstaje się z dniem 1 września".

Ale osoby znające Podolskiego, a także politycy PO orientujący się w sytuacji w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych wskazują na inne powody rozstania. "Antoni to nie jest człowiek Schetyny. Od lat jest związany z Markiem Biernackim, był nawet jego zastępcą w czasie, gdy ten kierował ministerstwem w rządzie Jerzego Buzka" - tłumaczy znajomy Podolskiego.

A relacje Biernackiego z obecnym wicepremierem są od lat co najmniej chłodne. Pogorszyły się, kiedy jesienią 2007 roku nagle okazało się, że to nie pewny kandydat Biernacki, ale właśnie Schetyna bierze MSWiA. Tymczasem w Sejmie Podolski już jako zastępca Schetyny manifestował swoje przywiązanie do Biernackiego. Często byli widywani na wspólnej kawie i pogawędkach. "A Schetyna nie lubi najmniejszej oznaki nielojalności" - zaznacza jeden z polityków PO.

Pytamy wiceministra o iskrzenie w kontaktach z przełożonym. "Nie będę komentował kwestii relacji w ministerstwie" - ucina Podolski. Innym polem konfliktu, według naszych rozmówców, była polityka kadrowa w RCB. "Antoni zatrudnił tam ludzi ze służb specjalnych, którzy zostali odsunięci na boczny bo byli kojarzeni z poprzednią ekipą. To się nie spodobało, ale Antoni się postawił" - twierdzi znajomy Podolskiego.

Decyzja Podolskiego wywołała też zamieszanie w RCB. Centrum ma wkrótce zyskać nowe, znacznie szersze uprawnienia, bo właśnie wchodzi w życie nowelizacja ustawy o zarządzaniu kryzysowym. Dzięki niej Centrum stało się instytucją rządową o randze równej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu. Choć głównie będzie się zajmować monitoringiem zagrożeń dla Polski, to RCB będzie także mogło recenzować stan przygotowań wszystkich polskich służb do reagowania na zagrożenia, np. ataki terrorystyczne.

"Centrum będzie teraz silną instytucją, bezpośrednio podległą premierowi Donaldowi Tuskowi. Niedobrze, że odchodzi ktoś, kto to organizował. Są obawy o to, kto będzie następcą Podolskiego, czy fachowiec czy wskazany przez Schetynę pretorianin" - mówi osoba związana z MSWiA.

Dymisja szefa RCB wywołała spore zaskoczenie nie tylko w PO. "Podolski to doskonale przygotowany merytorycznie ekspert. Dzięki jego determinacji powstało RCB" - podkreśla Władysław Stasiak, szef Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.