Po posiedzeniu rządu premier mówił, że będzie przekonywał Platformę, do parytetu. "Aby przyszły klub PO składał się mniej więcej w połowie z pań, a w połowie z panów. Doprowadzimy do tego" - przekonywał szef rządu.

>>>W PO tylko premier, Palikot i Nowak chcą parytetu

Jak zaznaczył, jego marzeniem jest, by "na listach Platformy połowa pierwszych miejsc była dla kobiet, połowa dla mężczyzn". Jak dodał, wyborca dokonana ostatecznego wyboru, ale - podkreślił Tusk - pierwsze miejsca to "duży handicap". "Mam jeszcze kilka pomysłów, ale ten powinien skutecznie zagwarantować wzmocnienie pozycji kobiet w życiu publicznym" - podkreślił.

"Niezależnie od losów ewentualnej przyszłej ustawy(...) jestem zwolennikiem mechanizmów, niekoniecznie formalno-prawnych, które doprowadzą do realnego równouprawnienia kobiet i mężczyzn w życiu publicznych" - mówił premier.

Jak przekonywał, model skandynawski wydaje się bardziej obiecujący niż "przegłosowanie jakiejś ustawy". "W Szwecji swego czasu doszło do wprowadzenia obyczaju, że partie we własnym zakresie rozstrzygają o tym, że parytet szanowany" - przypomniał Tusk.