To nie nowość. Cała historia Rosji od blisko 200 lat naznaczona była wódką. Okresami w XIX w. dochody ze sprzedaży „spirtnego” zapewniały 40 proc. wpływów do budżetu. Rosja doskonale wiedziała, że rezygnacja z wódki pozbawi ją najważniejszej gałęzi przemysłu. Kilku przywódców kraju boleśnie się o tym przekonało.

Pierwsi byli… car i bolszewicy. Mikołaj II wprowadził prohibicję na czas I wojny światowej przyczyniając się do ogólnonarodowej frustracji, a w 1917 roku rząd Lenina w jednym ze swoich pierwszych dekretów… zdelegalizował wódkę. Rezultaty były jednak wyłącznie na pokaz. W 1924 r. delegacja brytyjskich związków zawodowych ogłosiła, że w czasie pobytu w Rosji… nie widzała pijaństwa. Brytyjczycy spełnili rolę „useful idiots” zupełnie nieświadomi, że pokazano im wioskę potiomkinowską. Picie zeszło do podziemia, a efektem leninowskiej prohibicji były olbrzymie straty dla budżetu. Ale sytuacja szybko się odmieniła. Pełen zakaz przestał istnieć na początku 1924 r., a już rok później Józef Stalin na zjeździe partii bolszewickiej przekonywał, że Rosji… nie stać na bezalkoholizm, bo wódka równa się dochody państwa.

– Ci, którzy myślą, że można budować socjalizm w białych rękawiczkach, głęboko się mylą – przekonywał. Pod koniec lat 30. antyalkoholowa retoryka prawie nie istniała, a w 1943 r. armia sowiecka po raz pierwszy zaczęła oficjalnie wydawać wódkę żołnierzom. „Winny ekwiwalent” – sto gramów na dzień – nauczył pić całą rzeszę sowieckich mężczyzn. I tak jak na początku spora część czerwonoarmistów zamieniała talony spirytusowe na cukier, tak pod koniec wojny pili już prawie wszyscy. Kultura wódki przeniosła się na całe pokolenia powojenne. To cała masa zjawisk kulturowych.

To zwyczaj picia pół litrówki do obiadu, nieznane gdzie indziej 100-gramowe stakany. Wódka przenosi się do rosyjskiej prozy, poezji, zalewa jej kulturę. Tworzy nowe słowa. „Ostogramitsia”, „postogramit” to nowe, nieznane dotychczas czasowniki. Wódki się już nie „pije” tylko „przyjmuje”. Pije cała Rosja. W całych zawodach alkohol staje się częścią rytuału: kierowcy wymyślą picie przez kalosze, a sowieccy lekarze lewatywę z wódki. Najgorsza okaże się fatalna teoria, jakoby alkohol etylowy chronił przed napromieniowaniem. W elektrowniach jądrowych ustawiane są… kadzie z wódką. Efekt jest jeden: alkoholizm i degeneracja zamkniętych, „atomowych” miast. I coraz więcej wypadków.

Wódka jest już pełną gębą na Kremlu, a w epoce Breżniewa stanie się jednym z symboli narodowego „zastolja”. Nawet gensek nie unika zdjęć, na których imprezuje z całą resztą sowieckiej elity. Wódka będzie też obsesją każdego, kto przedstawi jakikolwiek plan naprawy państwa. Powszechna opinia: cała bezproduktywność Rosji, jej zastój, bierze się z alkoholu. Stąd też pochodzi sowiecka przestępczość.

Utrzymująca się przez lata 3-rublowa cena stworzy jedno z unikalnych zjawisk – picie „na troich”. Trzech nieznanych sobie mężczyzn spotyka się pod sklepem, składa po rublu i dzieli butelką. Etykieta umieszczona w środku pozwala ją idealnie podzielić na trzy równe części. Zwyczaj przetrwa komunizm i wymrze dopiero w latach 90. Na wódce polegnie Michaił Gorbaczow. I to w sposób spektakularny. W 1985 r. ogłasza wzorem Mikołaja II „suchoj zakon”.

To wycofanie alkoholu z większości sklepów i jego częściowa delegalizacja, podobna do modelu skandynawskiego. Efektem są kilometrowe kolejki pod monopolowymi i powszechna niechęć społeczeństwa. Ale jest też jeden o wiele poważniejszy: rośnie czarny rynek, a państwo traci znaczną część swojego budżetu. „Suchoj zakon” uważany jest do dziś za jedną z przyczyn bankructwa sowieckiego imperium.

Za Borysa Jelcyna nie ma już „suchego zakonu” . Wódka wraca. Przykład daje sam przywódca, którego pijane ekscesy kładą się cieniem na prezydenturze lat 90. Jego następca Władimir Putin pije mało, ale nie próbuje walki z przyzwyczajeniami rodaków. A te są nieraz makabryczne. I tak w 2003 r. właściciel nowo otwartego sklepu w Wołgodońsku organizuje konkurs: kto w ciągu kilkudziesięciu minut wypije więcej wódki. Zwycięzca pada trupem. Wlewa w siebie wcześniej blisko 3 litry płynu. Do wygrania było… 10 butelek wódki.

Bardziej zdecydowanie niż poprzednik z alkoholizmem rodaków walczy Dmitrij Miedwiediew. 1 stycznia 2010 r. akcyza na piwo wzrosła trzykrotnie; wprowadzono też minimalną cenę na wódkę. Od tej pory nie da się już legalnie kupić pół litra za mniej niż 89 rubli (8,50 zł). Za Putina można było je znaleźć nawet za 30 rubli, podczas gdy najtańsze piwo około 20. Oto tajemnica, dlaczego 70 proc. alkoholu sprzedawanego w Rosji stanowiła wódka. Za jedną butelkę tego trunku można było kupić zaledwie 1,5 piwa, a bywały miejsca gdzie cena pół litra piwa i pół litra wódki była identyczna! W Polsce pół litra wódki kosztowało tyle co dziesięć piw.

– Zapiera mi dech, gdy widzę liczbę butelek, jaką wypijają Rosjanie – mówił Miedwiediew, zaznaczając jednocześnie, że nie zamierza wprowadzać „głupich zakazów”. Szef państwa zbyt dobrze ma w pamięci historię „suchych zakonów” czasów Mikołaja II i Gorbaczowa. Sami Rosjanie na razie niezbyt przejmują się antyalkoholowymi apelami władz. Według szacunków jednego z instytutów badawczych podczas ponadtygodniowego długiego weekendu, który trwał od 1 stycznia do prawosławnego Bożego Narodzenia, na nadwołżańskich stołach pojawił się ponad miliard butelek alkoholu. Rosjanie mieli wypić 800 mln piw, 250 mln butelek wódki, 100 mln szampana, 80 mln wina, 10 mln koniaku i „zaledwie” 1,5 mln flaszek zamorskich trunków (whisky, dżinu, tequili i rumu).

Kapitalizm mimo to odniósł pewne sukcesy w walce z alkoholizmem. Jeden z ośrodków zajmujących się odwykiem raportował kilka lat temu, że pracujący Rosjanie z wielkich miast bardzo szybko odstawiają wódkę i przerzucają się na lżejsze alkohole. Rosja jest nie tylko olbrzymim producentem i konsumentem wysokoprocentowych napojów. To również duży konsument win i gigant w produkcji piwa. Jednak nawet miłośnicy złotego napoju zwykli go wzmacniać wódką. U-bot upija szybko i skutecznie. A Rosjanie przekonali się o jego sile 9 czerwcu 2002 r., gdy podchmielony wódką z piwem i rozwścieczony porażką narodowej reprezentacji tłum, zdemolował centrum Moskwy zabijając jedną osobę, pustosząc ulice zaledwie kilkaset metrów od Kremla i urządzając „polowania na Azjatów".