Doniesienia na temat tych narodzin spadły już dawno na dalsze strony gazet. Część w ogóle pomija ten temat milczeniem. Dziś pojawiła się informacja, że księżna Kate wróciła do Londynu po tygodniu spędzonym w domu rodzinnym. Dopóki przebywała w Bucklebury, odległym o 80 kilometrów od centrum Londynu, można było zakładać, że jej lekarze nie przewidują rychłego rozwiązania. Teraz najwyraźniej zbliżyła się ta data.

Reporterzy z wielu stacji telewizyjnych świata nie mają jednak nadal nic do roboty poza udzielaniem sobie nawzajem wywiadów i informowaniu o niewielkim gronie najbardziej wytrwałych rojalistów, koczujących już od 10 dni przed szpitalem.

Jeden z nich to 79-letni Terry Hutt, ubrany cały w brytyjskie flagi, któremu szpital pozwala korzystać z łazienki i użyczył nawet koca, by mu było wygodniej na ławce przed wejściem. Pan Hutt był już w tym samym miejscu 31 lat temu, kiedy rodził się książę William, a przedtem nie przepuścił koronacji królowej Elżbiety II w 1953 roku i był na wszystkich ślubach i pogrzebach w rodzinie królewskiej.

Tymczasem bukmacherzy zmienili dziś po raz kolejny notowania oczekiwanej daty narodzin - najbardziej popularny w zakładach jest teraz wtorek, 23-go lipca.