Syryjskie wojska rządowe zaatakowały powstańców na przedmieściach Damaszku. Opozycja twierdzi, że reżim użył broni chemicznej działającej na układ nerwowy. Arabskie media podają, że zginęło 635 osób, w tym kobiety i dzieci. Zachodnie agencje mówią o kilkudziesięciu ofiarach.

Sieć syryjskich działaczy z Lokalnych Komitetów Koordynacyjnych z siedzibą w Londynie alarmuje, że po ataku szpitale polowe są przepełnione. Mnóstwo jest uduszonych dzieci. Lekarzom brakuje sprzętu medycznego i leków, szczególnie atropiny. Władze w Damaszku zaprzeczają jakoby użyły broni chemicznej przeciwko bojownikom.

Al-Arabija informuje, że wojska wierne prezydentowi Baszszarowi al-Asadowi przeprowadziły ofensywę na wszystkich przedmieściach Damaszku. W Damaszku przebywają inspektorzy ONZ. 20-osobowa grupa ma sprawdzić, czy w czasie trwającego w tym kraju konfliktu rzeczywiście użyto broni chemicznej. Przyjazd inspektorów opóźnił się o kilka miesięcy, bowiem syryjskie władze nie mogły porozumieć się z ONZ co do warunków pracy.

Syria jest jednym z siedmiu krajów, które w 1997 roku nie przystąpiły do konwencji zakazującej użycia broni chemicznej. ONZ ocenia, że syryjski konflikt kosztował życie ponad 100 tysięcy osób.