Francuski polityk musiał coś przeczuwać, w pewnym momencie jego rozmowy telefoniczne stały się bowiem nad wyraz oficjalne. Śledczy szybko dowiedli, że miał on do dyspozycji drugi telefon, zarejestrowany na inne nazwisko. I jeszcze jedną komórkę, którą kupił mu jego adwokat, zarezerwowaną tylko do kontaktów z prawnikiem. Sęk w tym, że najprawdopodobniej sam adwokat również był podsłuchiwany.

Efekty śledztwa były już widoczne: jakiś czas temu doprowadziły do zwolnienia szefa paryskiej policji, któremu zarzucono zbyt familiarne stosunki z politykami. Obecnie zaś wyszło na jaw, że Sarkozy był dziwnie dobrze poinformowany o przebiegu śledztwa w innej ciążącej na nim sprawie – aferze Bettencourt, w której również chodzi o pieniądze na kampanię. Miał je dostać od najbogatszej Francuzki, współwłaścicielki firmy L’Oreal.

Źródłem przecieków prawdopodobnie był wysoko postawiony urzędnik sądu kasacyjnego, który – jak sugerują dziennikarze – miał to robić w zamian za obietnicę dobrej posady w Radzie Stanu w Monako.

W tej sprawie Sarko (jak jest potocznie nazywany były prezydent) milczy, broni go tylko adwokat, który zaprzecza wszelkim zarzutom i podkreśla, że działania sądu były bezprawne, bo sprawy między klientem a jego prawnikiem są ściśle tajne.

Drugi cios, być może jeszcze dotkliwszy, zadał Sarkozy’emu jego najbliższy współpracownik, doradca, którego nazywał wręcz swoim mózgiem. Media ujawniły, że nagrywał on przez całe lata wszystkie rozmowy z prezydentem, jego współpracownikami, a nawet z żoną Sarkozy’ego Carlą Bruni.

Sarkozy i Bruni wywołani do tablicy uznali, że jest to obrzydliwa ingerencja w ich prywatne życie. Na razie nie wiadomo, co dokładnie znalazło się w nagraniach. Jest jednak jasne, że to prawdziwa bomba zegarowa. Świadczyć mogą o tym pierwsze przecieki z nagrań sądowych. Sarko na razie zażądał zakazu ich upubliczniania, ale gdy zna się sposób działania mediów, to walka z wiatrakami. Niedawno przecież jedno z kolorowych pism opublikowało zdjęcia obecnego prezydenta Francois Hollande’a z kochanką, nie przejmując się nawet grożącą karą finansową.

Dla Sakrozy’ego to gra o wysoką stawkę. Ta – jak już jest nazywana – afera taśmowa może bowiem skutecznie pogrzebać jego plany polityczne. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że jego marzeniem jest ponowne objęcie fotela prezydenckiego w 2017 r.